28 czerwca 1969 rok
Mama dziś przeprowadziła ze mną poważną rozmowę ale nie tą z typu: Jak przenosi się pyłek z kwiatka na kwiatek. Tym razem wcale nie nawiązywała do krępujących tematów. Powiedziała mi, że jestem inna. Powiedziała, że mam dar, który muszę dobrze wykorzystać. Nie uwierzyłam jej wręcz ją wyśmiałam ale gdy potem kazała mi skoncentrować się na krześle i w wyobraźni je przesunąć coś podpowiedziało mi, że to prawda, a gdy otwarłam oczy- krzesło stało pod ścianą, a mama cały czas była przy mnie. Byłam inna. Czułam to.
29 czerwca 1969 rok
Z samego rana pobiegłam do mojego przyjaciela i od razu opowiedziałam o tym co wydarzyło się wieczorem. Okazało się, że jego mama również przeprowadziła z nim taką samą rozmowę co moja ze mną ale dwa dni wcześniej. Nic mi nie powiedział ponieważ bał się, że go odtrącę myśląc iż zwariował. Wychodzi na to, że obydwoje zwariowaliśmy. Podoba mi się to.
2 lipca 1969 rok
W. wyjechał z samego rana na wakacje z rodzicami. Nie ma go zaledwie kilka godzin, a już za nim tęsknie. Przez te kilka dni udało mi się wyciągnąć od rodziców dużo wiadomości na temat moich umiejętności. Okazało się, że ja i W. możemy porozumiewać się przez swoje myśli ale podobno jesteśmy do tego za młodzi i nie możemy jeszcze robić takich rzeczy. Na razie pozostaje nam przesuwanie krzeseł albo zamykanie tablic na lekcjach.
26 lipca 1969 rok
Dopiero wróciłam z wakacji. Rodzice zabrali mnie do dziadków aby zająć moje myśli czymś innym niż moje uzdolnienia. Kurcze to nie moja wina, że to tak mnie ekscytuję. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Chciałabym dowiedzieć się skąd je mam, jak bardzo wpływają na mój rozwój, czy są niebezpieczne, czy mogę komuś o tym powiedzieć. Oczywiście moi rodzice jak i rodzice W. zorientowali się, że podzieliliśmy się tą informacją między sobą. Nie mają nam tego za złe bo przecież my zawsze będziemy razem. Zawsze.
15 sierpnia 1969 rok
W. powiedział mi dzisiaj, że jego rodzice się rozwodzą. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, a jeszcze bardziej z powodu jego wyjazdu. W. postanowił zamieszkać ze swoją mamą w Londynie. Opuszcza mnie, opuszcza nasze piękne miasteczko. Nie wiem jak sobie poradzę bez niego. Przecież my jesteśmy tacy sami. Identyczni.
5 września 1969 rok
Chce aby to już się skończyło. Płaczę po nocach z tęsknoty za tym jednym dziwnym chłopaku. Nie dociera do mnie fakt, że już go nie zobaczę. Gdy wychodzę rano do szkoły patrzę na dom, na przeciwko z nadzieją, że za chwilę W. wybiegnie zza drzwi z bułką w jednej ręce, a plecakiem w drugiej. Niestety codziennie czuję ten sam zawód. To już koniec. Ze mną, z tobą. Ze wszystkim.
26 stycznia 1996 rok
Tak długo tutaj nie pisałam, że aż towarzyszy mi w tej chwili dziwne uczucie. Kiedyś, bardzo dawno temu obiecałam sobie, że opisze tutaj wszystkie najważniejsze momenty mojego życia. A więc gdzie są kartki z zapiskami z mojego balu gimnazjalnego, ze studniówki, z pierwszej randki, z pierwszego pocałunku, z pierwszego ''razu''. Nie ma. Czy warto teraz wracać do tego wspomnieniami? Nie sądzę. Są ważniejsze rzeczy. Widziałam go. Widziałam W. to było takie niesamowite. Aż nierealne.
2 luty 1996 rok
Spotkałam się z nim dziś drugi raz. Czym to spotkanie się zakończyło? Zbliżeniem, którego chciałabym uniknąć. Mam narzeczonego, a przespałam się z przyjacielem z dzieciństwa. Jak bardzo złym człowiekiem mnie to czyni?
3 maja 1996 rok
Byłam dziś u lekarza. Jestem w ciąży, ale z kim? Komu mam przekazać tą wiadomość? W. czy Emilowi? Kto będzie się cieszył? Nie wiem co mam robić. Nie mam zielonego pojęcia co dalej. Nie wiem niczego.
2 stycznia 1997 rok
Jestem po ślubie z Emilem, urodziłam wczoraj wieczorem śliczną dziewczynkę. Jestem szczęśliwa. W. wie, że to jego córeczka, ale nie chce się do niej przyznać ponieważ sam ma rodzinę. Nie mam mu tego za złe. Emil nie wie o tym iż nie jestem biologicznym ojcem Jess i niech tak pozostanie. Nie chcę psuć tego co jest teraz między nami. Może kiedyś powiem im prawdę. Może kiedyś Jess pozna swojego prawdziwego ojca, i pozna swojego brata. Może kiedyś.
Zamknęłam zeszyt z zapiskami mamy z dziwnym uczuciem pustki. Okłamała mnie. Wszyscy kłamali byleby nie wyjść na zdrajcę czy egoistę. Po prostu kłamali.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Hej :D Wstawiam dziś taki można powiedzieć prolog na drugą część. Ten post powinien wyjaśnić wiele zdarzeń czy słów z pierwszej części. Mam nadzieję, że nie namieszam wam za bardzo. Zmieniła się również ścieżka dźwiękowa, mam nadzieję, że wam się spodoba równie mocno jak mnie. Dziękuję za komentarz od Lauriet- co do twojego stwierdzenia: Może nie podoba im się to co piszę to nie komentują? Albo po prostu im się nie chcę ale dziękuję ci z całego serca za twój miły i motywujący komentarz :*
Do zobaczenia niedługo! :*
środa, 25 września 2013
piątek, 20 września 2013
6: Koniec części pierwszej
Przeczytaj notkę pod rozdziałem. Miłego! :*
---------------------------------
Stałem za drzewem i z wielką ochotą obserwowałem stojącą nad nagrobkiem brunetkę. Mimo wiatru i deszczu ona miała na sobie krótki strój do biegania, który swoją drogą zdążył już przemoknąć. Chciałem do niej podejść i dać swoją bluzę ale doskonale wiedziałem czym to się skończy. Następna kłótnia, która wyryję na nas swoje piętno mocniej lub słabiej.
Jessica wyglądała inaczej. Wyglądała na pewną siebie osobę, która zrobi wszystko byleby ochronić swoich bliskich. Wyglądała jak królowa, którą swoją drogą była. Jej blada cera wyróżniała się na tle szarości, jej brązowe loki były teraz mokrymi strągami, które spuszczały z siebie krople wody. Na jej pliczkach łzy mieszały się z deszczem. To nie była już ta sama Jess, którą poznałem kilka lat temu. Teraz to była dorosła kobieta, która ma na swoich barkach wielki ciężar.
Mimo wszystko zrobiłem jeden krok w jej stronę, a wtedy jej głowa powędrowała do góry, a ciemne oczy spojrzały na moją postać. Nim zdążyłem się odezwać ona odwróciła się i po prostu odeszła. Ten gest zabolał mnie dwa razy mocniej niż jej wszystkie wyzwiska skierowaną w moją stronę.
***
Zapiąłem bluzę po czym chwyciłem swoją torbę zakładając ją na ramię. Wyciągnąłem telefon z kieszeni startych jeansów i podłączyłem do niego słuchawki. Wyszedłem z pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Zrobiłem kilka kroków w stronę kuchni gdy poczułem czyjś skupiony wzrok na mojej osobie.
- Nie ładnie jest tak podglądać.- Powiedziałem i odwróciłem się w stronę Nicka. Stał oparty o ścianę z założonymi rękoma na piersi.
- Nie podglądałem. Czekałem.- Odparł spokojnie i uśmiechnął się ironicznie jak miał w zwyczaju robić.
- Cóż tym razem nie ma nikogo kto mógłby mnie dźgnąć nożem więc przykro mi ale straciłeś czas.
- Dobrze się czujesz?- Zapytał czym zbił mnie z tropu. Spojrzałem na niego zdziwiony i oszołomiony.
- Chyba powinienem ciebie o to zapytać...
- Gdzie tak pędzisz?- Zatrzymałam się gwałtownie gdy obok mnie pojawił się James oraz Cassie.
- Na lekcje.- Odpowiedziałam starając się wytrzymać jego pełne dumy spojrzenie. ciekawe czy słuch mają super?
- Wiesz, mogłabyś być milsza. W końcu ocaliliśmy ci życie.- Cassie założyła ręce na klatce piersiowej i wydęła swoje pełne usta.
- Nie wy uratowaliście mi życie tylko ten psychopata, który swoją drogą chce mnie zabić.- Odparłam i spojrzałam w jej niebieskie oczy.
- Ach jaka ta młodzież wybredna.- James westchnął teatralnie.- Ale jedno muszę ci przyznać. Mocna jesteś. Wiele osób na twoim miejscu siedziałoby teraz w pokoju z zasłoniętymi oknami. A ty? Ty przychodzisz sobie do szkoły jak gdyby nigdy nic.
- Przywykłam do tego, że ktoś chce mnie zabić, rozcina mi gardło szkłem, a potem jakiś psychopata odprawia nad moim ciałem swoje magiczne sztuczki. Przeszłam już z tym na porządek dzienny.- Doskonale zdawałam sobie sprawę, że zaczynam denerwować swoim zachowaniem tą dwójkę ale w tej chwili byłam wściekła i nie panowałam nad swoimi słowami. Albo może po prostu nie chciałam nad nimi panować.
Wraz z otwarciem ust przez Cassie zadzwonił dzwonek dlatego chciałam spokojnie odejść do klasy, ale silny uścisk na mojej ręce mi w tym przeszkodził. James trzymał mnie dopóki korytarz nie opustoszał.
- No, a więc teraz możemy sobie porozmawiać.- Cassie oparła się o ścianę i poprawiła dłonią swoje blond włosy.
- Nie wydaję mi się abyśmy mieli o czym rozmawiać.- Odcięłam się i przełknęłam zdenerwowana ślinę gdy lampa nad nami zakołysała się niebezpiecznie. Nie, proszę nie teraz.
- Wiesz Jess mam dla ciebie radę. Lepiej się uspokój jeżeli chcesz wyjść z tego cało.- James popchnął mnie na ścianę, a ja jęknęłam gdy moje plecy zderzyły się z twardą i zimną przeszkodą.
***
Ignorując nauczyciela cały czas spoglądałam za okno, obserwując z góry chodzących ludzi. Od samego początku lekcji miałam jakieś złe przeczucie, które nie chciało mnie opuścić.
Ni z tego czy owego na dziedzińcu szkolnym pojawił się Harry w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, który najwyraźniej tłumaczył coś blondynowi.
Nagle mężczyzna podniósł głowę spojrzał w moją stronę, powiedział coś do Harry'ego, który również spojrzał do góry. Zauważyłam niewyraźny błysk, a potem szybki ruch. Harry zgiął się w pół i spojrzał na mężczyznę stojącego obok siebie.
Grę czas zacząć.
Krzyknęłam przerażona, gdy doszło do mnie iż to nie był głos Lissy tylko Arthura. Poderwałam się z miejsca i cały czas patrzyłam na rozmawiającą dwójkę.
- Jessica, czy coś się stało?- Nauczyciel odciągnął moją uwagę od dwójki mężczyzn na dole. Spojrzałam na starszego mężczyznę po to by za chwilę znów przenieść wzrok na dziedziniec ale tym razem niczego nie zobaczyłam. Nikogo tam nie było.
Nie wiele myśląc przepchałam się obok zdezorientowanych uczniów po czym ruszyłam biegiem po korytarzu nie zatrzymując się na wołania nauczyciela. Zbiegłam po schodach i z całej siły pchnęłam drzwi wejściowe. Zbiegając z szerokich schodów miałam nadzieję, zobaczyć chociażby leżącego na ziemi Harry'ego. Nie było nikogo. To było jeszcze gorsze.
***
Szłam drogą, którą doskonale pamiętałam. Gdy spotkałam Olivera w parku (szczerze to on mnie śledził) on pokazał mi jak łatwo dostać się do Zakonu. Nie miałam pojęcia dlaczego ludzie go nie widzą ale czy po tych wszystkich wydarzeniach nie powinnam dać sobie spokoju? I tak pewnie nigdy do końca nie poznam prawdy więc po co mam się o coś prosić.
Nacisnęłam mosiężną klamkę i pchnęłam ciężkie drzwi wchodząc do ogromnego i chłodnego pomieszczenia. Wcześniej nie miałam okazji przyjrzeć się temu miejscu. Sufit zdobiły różne kombinacje szaro białych pasów, które tworzyły jakiś znak, którego nie rozpoznałam. Wysokie kolumny były ustawione w rzędzie obok schodów, które prowadziły w tą część, która mnie nie przerażała swoim chłodem i pustością.
- Jessica? Co ty tutaj robisz?- Ze schodów zszedł Jack, którego zdążyłam poznać na tyle iż wiem, że jest bardzo dobrym przyjacielem Harry'ego.
- Ja... Czy jest tutaj Harry?- Zapytałam nie wiedząc właściwie co miałabym powiedzieć.
- Harry? Nie, z tego co wiem to jest w szkole.- Jack uśmiechnął się do mnie i wzruszył ramionami.- Czekaj, czekaj. Skoro ty tutaj jesteś to znaczy, że jego nie ma w szkole, prawda?
- Ja... Widziałam... Właściwie to nie wiem czy to było na prawdę czy to tylko moja wyobraźnia ale...
- Jess! Wysłów się wreszcie!- Pośpieszył mnie krzykiem przestępując z nogi na nogę.
- Widziałam jak rozmawia z Arthurem!- Pośpieszyłam z wyjaśnieniami.- Widziałam jak coś bardzo szybko przebiega obok nich, błysk noża, a potem Harry'ego, który trzymał się za brzuch. Odwróciłam wzrok tylko na chwilę i... Już ich nie było. Miałam nadzieję, że może mu uciekł i przyszedł tutaj.- Zakończyłam drżącym głosem i ze wzbierającymi się łzami w oczach.
Jack bez żadnego słowa podszedł do mnie chwycił za rękę i pociągnął w stronę schodów. Starając się nie wywrócić przeskakiwałam z trudem po dwa stopnie gdy on pokonywał je bez żadnego widocznego trudu. Z tego co zdążyłam się zorientować byłam ciągnięta po korytarzu, w którym jeszcze nie byłam.
Jack przekroczywszy prób jakiegoś pokoju, który wyglądał jak sala zebrań puścił moją rękę po czym podszedł do dziewczyny, która widziałam tylko raz na pogrzebie Lissy.
- Arthur ma Harry'ego.- Wyjaśnił brunet i wtulił się w ciało dziewczyny. Ona natomiast objęła go swoimi rękoma i zaczęła coś szeptać do ucha.
- Skąd ta pewność? Może to tylko ktoś Harropodobny.- Oliver wzruszył ramionami całkiem nie przejęty słowami roztrzęsionego bruneta.
- Oliverze proszę cię opanuj się.- Starszy mężczyzna o dziwnym nosie odwrócił się w moją stronę.- Dzień dobry Jessico. Jak przypuszczam twoja obecność tutaj nie jest przypadkowa, prawda?- Mężczyzna wydawał się jakby urodził się kilka wieków wcześniej. Biła od niego inteligencja i wyrafinowanie. Wydawał się miły.
- Widziałam jak... Właściwie to nie wiedziałam samego momentu gdy Arthur zabierał Harry'ego ale jestem pewna, że to coś co przemknęło obok nich było z nim. Dźgnęło Harry'ego i zniknęło.- Wytłumaczyłam starając się powstrzymać drżenie rąk.
- Samuelu doskonale wiesz, że Harry jest na tyle silny, że poradziłby sobie ze Strzygą.- Oliver ściągnął nogi ze stołu i wstał z krzesła.- Nie sądzę aby...
- Zamilcz.- Mężczyzna, którego Oliver nazwał Samuel, skupił na mnie wzrok. Chciałam stamtąd uciekać ale coś trzymało mnie w miejscu. Czułam się jakbym spadała w jakiś wielkie dół. W mojej głowie zaczęło ''wrzeć'', każde wspomnienie przenikało moje ciało powodując tym samym iż odczuwałam wszystko to co działo się w mojej głowie. Smutek, złość, radość, bezradność, szczęście, gorycz. jakby wszystkie uczucia ze wspomnień zlały się w jedno i maltretowały moje ciało chcąc wydobyć z niego ostatnie tchnienie.
W przeciągu ułamka sekundy wszystko zniknęło, a ja nie mając siły utrzymać się na nogach upadłam na kolana amortyzując upadek rękoma.
- Mam nadzieję, że mi wybaczysz moją stanowczość ale musiałem się dowiedzieć paru rzeczy.- Podniosłam głowę i spojrzałam na Sama, który przypatrywał się mi z dziwnym spokojem.
- Nie mogłeś ostrzec czy coś? Nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś grzebie sobie w moich wspomnieniach.
- Och do tego nie idzie przywyknąć ale z czasem staję się to mniej bolesne i nie odczuwa się tego dyskomfortu.- Samuel podszedł do mnie i pomógł mi wstać z delikatnością, której bym się po nim nie spodziewała.
- Bez obrazy ale nie chcę aby ktoś oglądał sobie moje wspomnienia jak telenowele.- Jack podsunął mi krzesło, na które usiadłam z wielką ulgą.
- Całkowicie cię rozumiem.- Odpowiedział mi Sam i uśmiechnął się do mnie lekko.- Oliverze trzeba namierzyć Arthura. Chciałbym z nim porozmawiać.
- Nie trzeba go namierzać.- W drzwiach stanęła Cassie wraz z Jamesem. Wyglądali tak samo ale jakby inaczej. Wyglądali jakby czuli się panami całego świata i pewnie by tak było gdyby nie Sam, który raczej wszystkich ich powstrzymywał przed głupimi decyzjami.- Arthur chce zamienić Harry'ego na Jess.- Dodała i posłała mi w powietrzu buziaka.
- Dobrze.- Wstałam zdeterminowana i gdy chciałam zrobić krok w ich stronę ręka Sama mi w tym przeszkodziła.
- Nie jesteście rzeczami, które można wymieniać.- Powiedział spokojnie do mnie, a potem spojrzał na rozbawioną dwójkę w drzwiach.- Możecie przekazać Arthurowi, że nie dostanie Jess, a Harry ma wrócić do Zakonu inaczej sam się po niego pofatyguję i tym razem nie skończy się na groźbach bez pokrycia.- Po tonie głosu mężczyzny można było się zorientować, że on nie żartuję.
- Jeśli nie wrócimy bez Jess dostaniecie Harry'ego ale w plastikowym woreczku. W kawałkach.- James nie wydawał się specjalnie zmartwiony wizją przynoszenia do Zakonu różnych części ciała Harry'ego.
- Sam oddaj im ją. Doskonale wiesz, że to nie na Harrym mu zależy.- Tym razem to Oliver wtrącił swoje trzy grosze. Wiedziałam, że mnie nie lubi i nie obchodzi go to czy zginę czy nie ale mógłby chociaż poudawać przez chwilę, że nie chcę abym zginęła.
- Oliverze! Nie spodziewałem się po tobie czegoś takiego. Nie tylko ze względu na uczucia jakimi darzyłeś Elizabeth ale ze względu na to kim ta dziewczyna dla ciebie jest!- Oliver spojrzał na mnie przelotnie, wyglądając jakby miał zaraz zacząć krzyczeć i wszystkich zabijać.
- Przepraszam, że się wtrącę ale dlaczego on miałby darzyć moją matkę jakimiś uczuciami? I kim ja niby dla niego jestem?- Wtrąciłam rozglądając się po wszystkich zgromadzonych.
- Możecie przeprowadzić swoją rodzinną sprzeczkę kiedy indziej? Śpieszy się nam.- Cassie machnęła ręką, ukazując tym samym swoją frustrację.
- Pójdę z nimi. Skoro Arthur chce mnie to proszę bardzo. Nie mogę pozwolić na to aby ktoś inny za mnie zginął. Nie znowu.- Na pewno zorientowali się, że nawiązuję tutaj do śmierci mojej mamy.
- Świetnie. A więc rusz swoje śliczne dupsko i idziemy.- James odwrócił się i zaczął iść długim korytarzem podgwizdując pod nosem jakąś melodię.
Zrobiłam jeden krok do przodu gdy coś do mnie doszło. A mianowicie w głowie zadźwięczały mi słowa Cassie z naszej porannej rozmowy: Jeżeli ty będziesz nas unikać, to twój drogi Harry ucierpi. Już ja tego dopilnuję.
Boże, myślałam, że nigdy się nie domyślisz. Tak to ona. To jej wina.
Harry'ego tutaj nie ma z jej winy. To ona musiała nagadać coś Arthurowi, a ten przyjął jej plan realizując po kolei punkty.
Zrób to Jess. Wiesz, że potrafisz.
Właśnie, że nie potrafię. Nie umiem.
Skup się. Wyobraź sobie to co chcesz aby się z nią stało. Wyobraź sobie i po prostu to zrób. Poczuj to całą sobą.
Skupiłam wzrok na szczerzącej się blondynce i zamknęłam oczy uspokajając oddech. Wyrzuciłam z głowy wszystkie niepotrzebne myśli. Oczyściłam cały swój umysł i pozwoliłam zapadać się swojej egzystencji w czymś ciemnym i miłym. Pozwoliłam aby w mojej głowie zaczęły formować się obrazy. Lampa zatrzęsła się w mojej wyobraźni, potem mocny wiatr poderwał się znikąd. Wszystko działo się w mojej głowie ale ja to czułam. Niemal widziałam zdziwienie i złość na twarzy Olivera, widziałam jak Jack szczelnie osłania swoim ciałem dziewczynę, która wiele dla niego znaczyła. Harry też tak kiedyś robił. Świadomość, że mój ukochany jest gdzieś sam na sam z mężczyzną, który pozbawił mnie matki była tak silna, że krzyknęłam zła i otworzyłam oczy doświadczając czegoś niesamowitego. Samym wzrokiem podniosłam przerażoną Cassie i przycisnęłam ją do ściany. Wiatr rozwiewał moje włosy, czyjeś krzyki cichły w moich uszach nie pozwalając mi zidentyfikować znaczenia tych słów. Byłam tylko ja i to oszałamiające uczucie, które było tak magiczne i wspaniałe, że nie chciałam aby mnie opuszczało.
- To wszystko twoja wina. To przez ciebie on ma Harry'ego.- Mówiłam bardzo cicho ale coś podpowiadało mi, że każde moje słowo jest wyraźne i słyszalne dla wszystkich w budynku. Chciałam aby ciało Cassie rozerwało się na połowę, chciałam aby krzyczała z bólu. Chciałam aby cierpiała tak jak ja.
DOŚĆ!
Głos Lissy przerył się przez powłokę dziwnych chmur w mojej głowie przez co poczułam mdłości i to wspaniałe uczucie zaczęło zanikać. Krzyknęłam wściekła, a szyby w wielkich oknach zatrzęsły się aby potem oblać nas deszczem szkła. Byłam przygotowana na bół od wbijających się szkiełek ale nic takiego się nie stało. Dopiero po chwili doszło do mnie iż znów zaciskam kurczowo powieki. Otwarłam oczy i zobaczyłam, że tylko w okół mnie szkło, które powinno spocząć na moim ciele unosi się w powietrzu, a gdy mrugnęłam opadło na podłogę blisko mojego ciała. Pozwoliłam zrobić sobie krok do przodu, pozwoliłam opaść swojemu wyczerpanemu ciału, pozwoliłam sobie zasnąć.
Drzwi od szopy, w której zostałem uwięziony otwarły się, a do środka wszedł Arthur, a za nim przerażona Cassie i rozbawiony James.
- Cóż muszę przyznać, że masz waleczną dziewczynę.- Arthur oparł się o drewnianą ścianę i spojrzał na mnie z przymrużonych powiek.
- Nie mam dziewczyny.- Odpowiedziałem.- I uściślając chłopaka też nie.- Dodałem i uśmiechnąłem się z pogardą.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo mnie denerwujesz samą swoją obecnością.- James podszedł do mnie i oparł ręce na oparciach krzesła.
- O uwierz mi, że wiem. Czuję dokładnie to samo.- Wyszeptałem i posłałem mu w powietrzu buziaka.
- Możecie zająć się swoim romansem później? Mamy problem.- Arthur zaczął krążyć po pomieszczeniu.- Skoro Jess zaatakowała Cassie i jeżeli to co mówicie jest prawdą, to wszystko zaszło już za daleko. Powinienem ją zabić o wiele wcześniej. Teraz będzie tylko...
- Trudniej?- Wtrąciłem się.- Chłopie doskonale wiesz, że Jess jest mieszanką wybuchowych genów. Jej matka nienawidziła cię przez połowę życia, a jej ojciec ma ochotę powróżyć z twoich wnętrzności.-Wzruszyłem ramionami szarpiąc mocniej za liny.
- Cóż i gdzie ta nienawiść Elizabeth ją zaprowadziła? Dwa metry pod ziemię.- Na jego pokrytej zmarszczkami twarzy pojawił się uśmiech.
- Tak dokładniej to do szklanego pudła a nie dwa metry pod ziemię ale nie będę się kłócił.- Gdy Arthur znów zaczął krążyć po szopie starałem się prawie niezauważalnie wyciągnąć rękę z węzłów. W tej chwili bardzo żałowałem, że nie słuchałem Nicka i nie potrafię sam się obronić.
Przystanęłam zza jednym ze skrzydeł otwartych drzwi. Niby nie powinnam była podsłuchiwać ale chociaż w ten sposób mogę się dowiedzieć czegokolwiek.
- Musimy jej powiedzieć. Sami widzieliście do czego ona jest zdolna. Chcecie aby się to powtórzyło?- Ten głos na pewno należał do Jacka, który prawie krzyczał.
- Jack uspokój się. Harry sam powinien jej to powiedzieć.- Ten głos natomiast należał do tej tajemniczej dziewczyny.
- Och na prawdę tak sądzisz?! To dlaczego brałaś jego stronę gdy kazałem mu o wszystkim powiedzieć?! Dlaczego wtedy nie powiedziałaś, że ma jej to wyjaśnić?!
- Jack!- Głośny krzyk Sama wystrzelił w powietrze przez co podskoczyłam lekko wystraszona.- Doskonale wiesz, że Harry bał się jej reakcji i nie możemy go o to obwiniać. Najpierw pojedziemy po Harry'ego, a potem zastanowimy się nad Jess.
- Czy ty się w ogóle słyszysz Sam? Powinniśmy ją oddać Arthurowi i wszystkie nasze kłopoty zakończyłyby się raz na zawsze.- Oliver jak zwykle brzmiał na znudzonego.
- Nie Oliverze. Po pierwsze ona jest jedną z nas. Po drugie nie możemy nikogo skazywać na śmierć. A po trzecie Harry jak i Greg by nam tego nie wybaczyli. Nie wybaczyli by ci tego, że skazałeś ją na pewną śmierć.- Sam był już spokojny choć i tak można było wyczuć nutkę złości w jego donośnym głosie.
- Tak bardzo się przejmuję złością głupich nastolatków.
- Musisz pamiętać, że jeden z tych głupich nastolatków to twój syn. I na pewno nie odpuściłby ci śmierci Jessici. Jack proszę cię idź po broń do zbrojowni. Nie chcę jechać na spotkanie z Arthurem polegając tylko i wyłącznie na naszych zdolnościach.
Rusz się! Nakryją nas. No dalej.
Cofnęłam się po woli po ty by po chwili ruszyć biegiem wzdłuż długiego korytarza.
Złap jakąś taksówkę. Wiem, gdzie on jest.
Zbiegłam po schodach szczelniej oplatając się bluzą, którą miałam na sobie. Rozejrzałam się po drodze zatopionej w ciemności. Ile ja spałam?! Gdy zauważyłam nadjeżdżającą taksówkę zaczęłam kiwać rozpaczliwie rękoma, dopóki samochód nie zatrzymał się przede mną. Wsiadłam do ciepłego wnętrza rozkoszując się wygodnym siedzeniem.
- Proszę na przedmieścia.- Podałam kierowcy nie kompletny adres, a on ruszył co jakiś czas spoglądając na mnie w lusterku.
***
Wysiadłam z samochodu rozglądając się po opustoszałej okolicy. Mam nadzieję, że to dobry adres bo kierowca właśnie odjechał z moją całą gotówką, którą miałam przy sobie.
Poszukaj starej szopy. To tam.
Pomiędzy ciemnymi drzewami stała jedna mała drewniana konstrukcja, która na pewno była przeznaczona do rozbiórki sądząc po tym w jakim stanie się znajdowała. Westchnęłam i czując lekkie mrowienie czegoś dziwacznego wewnątrz mnie ruszyłam w stronę szopy.
Po chwili nasłuchiwania popchnęłam drzwi, które otworzyły się ze zgrzytem. W środku nad głową związanego Harry'ego paliła się tylko jedna lampa, która rzucała słabe światło na całe pomieszczenie. Głowa blondyna podniosła się do góry, i wtedy zobaczyłam jego opuchnięte od ciosów wargi i czerwone ślady na policzkach.
- Boże.- Szepnęłam i podeszłam do niego od razu zabierając się za rozwiązywanie jego skrępowanych rąk. Chwilę mi zajęło nim uporałam się z linami.
- Czyś ty anioł czy zjawa?- Harry zachichotał cicho i znów zwiesił na dół głowę. Zaczęłam rozwiązywać jego kostki.
- Harry odezwij się.- Szturchnęłam go lekko ciągnąc jedną ręką liny.- Glass przydupasie odezwij się.- Spróbowałam jeszcze raz bez większego rezultatu.
- Mogłabyś się chociaż raz posłuchać.- Podskoczyłam wystraszona obcym głosem za moimi plecami. W drzwiach szopy stał Oliver z jakimś dziwnym nożem w ręce.
- Nikt mi nie powiedział, że nie mogę go ratować. Powiedzieliście tylko, że nie mogę się z nim zamienić.- Wytłumaczyłam i odciągnęłam rozwiązane liny.
- Fakt.- Powiedział i podszedł do nieprzytomnego Harry'ego. Przerzucił go sobie przez ramie bez żadnego trudu.- Lepiej stąd spadajmy chyba, że chcesz obejrzeć swoje wnętrzności od zewnątrz.
Wyszłam zza Oliverem rozglądając się uważnie po dziwnie spokojnym terenie.
- Poszło nam za łatwo. Przecież powinien być ktoś kto będzie go pilnował.
- Możemy pomartwić się tym potem?- Oliver brzmiał na rozgniewanego dlatego zamknęłam się i nadal szłam za nim. Poczułam jakieś dziwne muśnięcie jakby ktoś chciał dostać się do mojego umysłu ale po chwili wszystko zniknęło i czułam się normalnie. Wzruszyłam ramionami i wsiadłam do samochodu zaparkowanego w cieniu drzew. Poszło nam za łatwo.
No co ty nie powiesz? Wszyscy zginiemy.
Na dworze coś chrupnęło i uderzyło o dach samochodu.
-----------------------------------------------------------------------------
Hej. Przepraszam za tak długą nieobecność ale wiecie szkoła się zaczęła, ostatnia klasa gimnazjum i te wszystkie lekcje -.- Cóż na podzielenie opowiadania na części wpadłam na historii i pomyślałam, że to nie głupie już tak kiedyś robiłam. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba fabułą jak i długością :D Nie wiem kiedy pojawi się następny bo nie wiem jak będę stała z czasem. Odszedł jeden obserwator :( Smutno mi... Liczę na wasze komentarze. Pozdrawiam! ♥
P.S: Przepraszam za błędy nie mam siły tego poprawiać.
---------------------------------
Stałem za drzewem i z wielką ochotą obserwowałem stojącą nad nagrobkiem brunetkę. Mimo wiatru i deszczu ona miała na sobie krótki strój do biegania, który swoją drogą zdążył już przemoknąć. Chciałem do niej podejść i dać swoją bluzę ale doskonale wiedziałem czym to się skończy. Następna kłótnia, która wyryję na nas swoje piętno mocniej lub słabiej.
Jessica wyglądała inaczej. Wyglądała na pewną siebie osobę, która zrobi wszystko byleby ochronić swoich bliskich. Wyglądała jak królowa, którą swoją drogą była. Jej blada cera wyróżniała się na tle szarości, jej brązowe loki były teraz mokrymi strągami, które spuszczały z siebie krople wody. Na jej pliczkach łzy mieszały się z deszczem. To nie była już ta sama Jess, którą poznałem kilka lat temu. Teraz to była dorosła kobieta, która ma na swoich barkach wielki ciężar.
Mimo wszystko zrobiłem jeden krok w jej stronę, a wtedy jej głowa powędrowała do góry, a ciemne oczy spojrzały na moją postać. Nim zdążyłem się odezwać ona odwróciła się i po prostu odeszła. Ten gest zabolał mnie dwa razy mocniej niż jej wszystkie wyzwiska skierowaną w moją stronę.
***
Zapiąłem bluzę po czym chwyciłem swoją torbę zakładając ją na ramię. Wyciągnąłem telefon z kieszeni startych jeansów i podłączyłem do niego słuchawki. Wyszedłem z pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Zrobiłem kilka kroków w stronę kuchni gdy poczułem czyjś skupiony wzrok na mojej osobie.
- Nie ładnie jest tak podglądać.- Powiedziałem i odwróciłem się w stronę Nicka. Stał oparty o ścianę z założonymi rękoma na piersi.
- Nie podglądałem. Czekałem.- Odparł spokojnie i uśmiechnął się ironicznie jak miał w zwyczaju robić.
- Cóż tym razem nie ma nikogo kto mógłby mnie dźgnąć nożem więc przykro mi ale straciłeś czas.
- Dobrze się czujesz?- Zapytał czym zbił mnie z tropu. Spojrzałem na niego zdziwiony i oszołomiony.
- Chyba powinienem ciebie o to zapytać...
Jess.
Szłam przez korytarz ze spuszczoną głową starając się jakoś ogarnąć wszystkie myśli. Pierwszy raz w szkole czułam się obco. Bałam się wszystkiego. Bałam się ich. Nie wiedziałam czy mam podejść do osób, które zawsze mi towarzyszyły czy mam ich po prostu zignorować.- Gdzie tak pędzisz?- Zatrzymałam się gwałtownie gdy obok mnie pojawił się James oraz Cassie.
- Na lekcje.- Odpowiedziałam starając się wytrzymać jego pełne dumy spojrzenie. ciekawe czy słuch mają super?
- Wiesz, mogłabyś być milsza. W końcu ocaliliśmy ci życie.- Cassie założyła ręce na klatce piersiowej i wydęła swoje pełne usta.
- Nie wy uratowaliście mi życie tylko ten psychopata, który swoją drogą chce mnie zabić.- Odparłam i spojrzałam w jej niebieskie oczy.
- Ach jaka ta młodzież wybredna.- James westchnął teatralnie.- Ale jedno muszę ci przyznać. Mocna jesteś. Wiele osób na twoim miejscu siedziałoby teraz w pokoju z zasłoniętymi oknami. A ty? Ty przychodzisz sobie do szkoły jak gdyby nigdy nic.
- Przywykłam do tego, że ktoś chce mnie zabić, rozcina mi gardło szkłem, a potem jakiś psychopata odprawia nad moim ciałem swoje magiczne sztuczki. Przeszłam już z tym na porządek dzienny.- Doskonale zdawałam sobie sprawę, że zaczynam denerwować swoim zachowaniem tą dwójkę ale w tej chwili byłam wściekła i nie panowałam nad swoimi słowami. Albo może po prostu nie chciałam nad nimi panować.
Wraz z otwarciem ust przez Cassie zadzwonił dzwonek dlatego chciałam spokojnie odejść do klasy, ale silny uścisk na mojej ręce mi w tym przeszkodził. James trzymał mnie dopóki korytarz nie opustoszał.
- No, a więc teraz możemy sobie porozmawiać.- Cassie oparła się o ścianę i poprawiła dłonią swoje blond włosy.
- Nie wydaję mi się abyśmy mieli o czym rozmawiać.- Odcięłam się i przełknęłam zdenerwowana ślinę gdy lampa nad nami zakołysała się niebezpiecznie. Nie, proszę nie teraz.
- Wiesz Jess mam dla ciebie radę. Lepiej się uspokój jeżeli chcesz wyjść z tego cało.- James popchnął mnie na ścianę, a ja jęknęłam gdy moje plecy zderzyły się z twardą i zimną przeszkodą.
***
Ignorując nauczyciela cały czas spoglądałam za okno, obserwując z góry chodzących ludzi. Od samego początku lekcji miałam jakieś złe przeczucie, które nie chciało mnie opuścić.
Ni z tego czy owego na dziedzińcu szkolnym pojawił się Harry w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, który najwyraźniej tłumaczył coś blondynowi.
Nagle mężczyzna podniósł głowę spojrzał w moją stronę, powiedział coś do Harry'ego, który również spojrzał do góry. Zauważyłam niewyraźny błysk, a potem szybki ruch. Harry zgiął się w pół i spojrzał na mężczyznę stojącego obok siebie.
Grę czas zacząć.
Krzyknęłam przerażona, gdy doszło do mnie iż to nie był głos Lissy tylko Arthura. Poderwałam się z miejsca i cały czas patrzyłam na rozmawiającą dwójkę.
- Jessica, czy coś się stało?- Nauczyciel odciągnął moją uwagę od dwójki mężczyzn na dole. Spojrzałam na starszego mężczyznę po to by za chwilę znów przenieść wzrok na dziedziniec ale tym razem niczego nie zobaczyłam. Nikogo tam nie było.
Nie wiele myśląc przepchałam się obok zdezorientowanych uczniów po czym ruszyłam biegiem po korytarzu nie zatrzymując się na wołania nauczyciela. Zbiegłam po schodach i z całej siły pchnęłam drzwi wejściowe. Zbiegając z szerokich schodów miałam nadzieję, zobaczyć chociażby leżącego na ziemi Harry'ego. Nie było nikogo. To było jeszcze gorsze.
***
Szłam drogą, którą doskonale pamiętałam. Gdy spotkałam Olivera w parku (szczerze to on mnie śledził) on pokazał mi jak łatwo dostać się do Zakonu. Nie miałam pojęcia dlaczego ludzie go nie widzą ale czy po tych wszystkich wydarzeniach nie powinnam dać sobie spokoju? I tak pewnie nigdy do końca nie poznam prawdy więc po co mam się o coś prosić.
Nacisnęłam mosiężną klamkę i pchnęłam ciężkie drzwi wchodząc do ogromnego i chłodnego pomieszczenia. Wcześniej nie miałam okazji przyjrzeć się temu miejscu. Sufit zdobiły różne kombinacje szaro białych pasów, które tworzyły jakiś znak, którego nie rozpoznałam. Wysokie kolumny były ustawione w rzędzie obok schodów, które prowadziły w tą część, która mnie nie przerażała swoim chłodem i pustością.
- Jessica? Co ty tutaj robisz?- Ze schodów zszedł Jack, którego zdążyłam poznać na tyle iż wiem, że jest bardzo dobrym przyjacielem Harry'ego.
- Ja... Czy jest tutaj Harry?- Zapytałam nie wiedząc właściwie co miałabym powiedzieć.
- Harry? Nie, z tego co wiem to jest w szkole.- Jack uśmiechnął się do mnie i wzruszył ramionami.- Czekaj, czekaj. Skoro ty tutaj jesteś to znaczy, że jego nie ma w szkole, prawda?
- Ja... Widziałam... Właściwie to nie wiem czy to było na prawdę czy to tylko moja wyobraźnia ale...
- Jess! Wysłów się wreszcie!- Pośpieszył mnie krzykiem przestępując z nogi na nogę.
- Widziałam jak rozmawia z Arthurem!- Pośpieszyłam z wyjaśnieniami.- Widziałam jak coś bardzo szybko przebiega obok nich, błysk noża, a potem Harry'ego, który trzymał się za brzuch. Odwróciłam wzrok tylko na chwilę i... Już ich nie było. Miałam nadzieję, że może mu uciekł i przyszedł tutaj.- Zakończyłam drżącym głosem i ze wzbierającymi się łzami w oczach.
Jack bez żadnego słowa podszedł do mnie chwycił za rękę i pociągnął w stronę schodów. Starając się nie wywrócić przeskakiwałam z trudem po dwa stopnie gdy on pokonywał je bez żadnego widocznego trudu. Z tego co zdążyłam się zorientować byłam ciągnięta po korytarzu, w którym jeszcze nie byłam.
Jack przekroczywszy prób jakiegoś pokoju, który wyglądał jak sala zebrań puścił moją rękę po czym podszedł do dziewczyny, która widziałam tylko raz na pogrzebie Lissy.
- Arthur ma Harry'ego.- Wyjaśnił brunet i wtulił się w ciało dziewczyny. Ona natomiast objęła go swoimi rękoma i zaczęła coś szeptać do ucha.
- Skąd ta pewność? Może to tylko ktoś Harropodobny.- Oliver wzruszył ramionami całkiem nie przejęty słowami roztrzęsionego bruneta.
- Oliverze proszę cię opanuj się.- Starszy mężczyzna o dziwnym nosie odwrócił się w moją stronę.- Dzień dobry Jessico. Jak przypuszczam twoja obecność tutaj nie jest przypadkowa, prawda?- Mężczyzna wydawał się jakby urodził się kilka wieków wcześniej. Biła od niego inteligencja i wyrafinowanie. Wydawał się miły.
- Widziałam jak... Właściwie to nie wiedziałam samego momentu gdy Arthur zabierał Harry'ego ale jestem pewna, że to coś co przemknęło obok nich było z nim. Dźgnęło Harry'ego i zniknęło.- Wytłumaczyłam starając się powstrzymać drżenie rąk.
- Samuelu doskonale wiesz, że Harry jest na tyle silny, że poradziłby sobie ze Strzygą.- Oliver ściągnął nogi ze stołu i wstał z krzesła.- Nie sądzę aby...
- Zamilcz.- Mężczyzna, którego Oliver nazwał Samuel, skupił na mnie wzrok. Chciałam stamtąd uciekać ale coś trzymało mnie w miejscu. Czułam się jakbym spadała w jakiś wielkie dół. W mojej głowie zaczęło ''wrzeć'', każde wspomnienie przenikało moje ciało powodując tym samym iż odczuwałam wszystko to co działo się w mojej głowie. Smutek, złość, radość, bezradność, szczęście, gorycz. jakby wszystkie uczucia ze wspomnień zlały się w jedno i maltretowały moje ciało chcąc wydobyć z niego ostatnie tchnienie.
W przeciągu ułamka sekundy wszystko zniknęło, a ja nie mając siły utrzymać się na nogach upadłam na kolana amortyzując upadek rękoma.
- Mam nadzieję, że mi wybaczysz moją stanowczość ale musiałem się dowiedzieć paru rzeczy.- Podniosłam głowę i spojrzałam na Sama, który przypatrywał się mi z dziwnym spokojem.
- Nie mogłeś ostrzec czy coś? Nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś grzebie sobie w moich wspomnieniach.
- Och do tego nie idzie przywyknąć ale z czasem staję się to mniej bolesne i nie odczuwa się tego dyskomfortu.- Samuel podszedł do mnie i pomógł mi wstać z delikatnością, której bym się po nim nie spodziewała.
- Bez obrazy ale nie chcę aby ktoś oglądał sobie moje wspomnienia jak telenowele.- Jack podsunął mi krzesło, na które usiadłam z wielką ulgą.
- Całkowicie cię rozumiem.- Odpowiedział mi Sam i uśmiechnął się do mnie lekko.- Oliverze trzeba namierzyć Arthura. Chciałbym z nim porozmawiać.
- Nie trzeba go namierzać.- W drzwiach stanęła Cassie wraz z Jamesem. Wyglądali tak samo ale jakby inaczej. Wyglądali jakby czuli się panami całego świata i pewnie by tak było gdyby nie Sam, który raczej wszystkich ich powstrzymywał przed głupimi decyzjami.- Arthur chce zamienić Harry'ego na Jess.- Dodała i posłała mi w powietrzu buziaka.
- Dobrze.- Wstałam zdeterminowana i gdy chciałam zrobić krok w ich stronę ręka Sama mi w tym przeszkodziła.
- Nie jesteście rzeczami, które można wymieniać.- Powiedział spokojnie do mnie, a potem spojrzał na rozbawioną dwójkę w drzwiach.- Możecie przekazać Arthurowi, że nie dostanie Jess, a Harry ma wrócić do Zakonu inaczej sam się po niego pofatyguję i tym razem nie skończy się na groźbach bez pokrycia.- Po tonie głosu mężczyzny można było się zorientować, że on nie żartuję.
- Jeśli nie wrócimy bez Jess dostaniecie Harry'ego ale w plastikowym woreczku. W kawałkach.- James nie wydawał się specjalnie zmartwiony wizją przynoszenia do Zakonu różnych części ciała Harry'ego.
- Sam oddaj im ją. Doskonale wiesz, że to nie na Harrym mu zależy.- Tym razem to Oliver wtrącił swoje trzy grosze. Wiedziałam, że mnie nie lubi i nie obchodzi go to czy zginę czy nie ale mógłby chociaż poudawać przez chwilę, że nie chcę abym zginęła.
- Oliverze! Nie spodziewałem się po tobie czegoś takiego. Nie tylko ze względu na uczucia jakimi darzyłeś Elizabeth ale ze względu na to kim ta dziewczyna dla ciebie jest!- Oliver spojrzał na mnie przelotnie, wyglądając jakby miał zaraz zacząć krzyczeć i wszystkich zabijać.
- Przepraszam, że się wtrącę ale dlaczego on miałby darzyć moją matkę jakimiś uczuciami? I kim ja niby dla niego jestem?- Wtrąciłam rozglądając się po wszystkich zgromadzonych.
- Możecie przeprowadzić swoją rodzinną sprzeczkę kiedy indziej? Śpieszy się nam.- Cassie machnęła ręką, ukazując tym samym swoją frustrację.
- Pójdę z nimi. Skoro Arthur chce mnie to proszę bardzo. Nie mogę pozwolić na to aby ktoś inny za mnie zginął. Nie znowu.- Na pewno zorientowali się, że nawiązuję tutaj do śmierci mojej mamy.
- Świetnie. A więc rusz swoje śliczne dupsko i idziemy.- James odwrócił się i zaczął iść długim korytarzem podgwizdując pod nosem jakąś melodię.
Zrobiłam jeden krok do przodu gdy coś do mnie doszło. A mianowicie w głowie zadźwięczały mi słowa Cassie z naszej porannej rozmowy: Jeżeli ty będziesz nas unikać, to twój drogi Harry ucierpi. Już ja tego dopilnuję.
Boże, myślałam, że nigdy się nie domyślisz. Tak to ona. To jej wina.
Harry'ego tutaj nie ma z jej winy. To ona musiała nagadać coś Arthurowi, a ten przyjął jej plan realizując po kolei punkty.
Zrób to Jess. Wiesz, że potrafisz.
Właśnie, że nie potrafię. Nie umiem.
Skup się. Wyobraź sobie to co chcesz aby się z nią stało. Wyobraź sobie i po prostu to zrób. Poczuj to całą sobą.
Skupiłam wzrok na szczerzącej się blondynce i zamknęłam oczy uspokajając oddech. Wyrzuciłam z głowy wszystkie niepotrzebne myśli. Oczyściłam cały swój umysł i pozwoliłam zapadać się swojej egzystencji w czymś ciemnym i miłym. Pozwoliłam aby w mojej głowie zaczęły formować się obrazy. Lampa zatrzęsła się w mojej wyobraźni, potem mocny wiatr poderwał się znikąd. Wszystko działo się w mojej głowie ale ja to czułam. Niemal widziałam zdziwienie i złość na twarzy Olivera, widziałam jak Jack szczelnie osłania swoim ciałem dziewczynę, która wiele dla niego znaczyła. Harry też tak kiedyś robił. Świadomość, że mój ukochany jest gdzieś sam na sam z mężczyzną, który pozbawił mnie matki była tak silna, że krzyknęłam zła i otworzyłam oczy doświadczając czegoś niesamowitego. Samym wzrokiem podniosłam przerażoną Cassie i przycisnęłam ją do ściany. Wiatr rozwiewał moje włosy, czyjeś krzyki cichły w moich uszach nie pozwalając mi zidentyfikować znaczenia tych słów. Byłam tylko ja i to oszałamiające uczucie, które było tak magiczne i wspaniałe, że nie chciałam aby mnie opuszczało.
- To wszystko twoja wina. To przez ciebie on ma Harry'ego.- Mówiłam bardzo cicho ale coś podpowiadało mi, że każde moje słowo jest wyraźne i słyszalne dla wszystkich w budynku. Chciałam aby ciało Cassie rozerwało się na połowę, chciałam aby krzyczała z bólu. Chciałam aby cierpiała tak jak ja.
DOŚĆ!
Głos Lissy przerył się przez powłokę dziwnych chmur w mojej głowie przez co poczułam mdłości i to wspaniałe uczucie zaczęło zanikać. Krzyknęłam wściekła, a szyby w wielkich oknach zatrzęsły się aby potem oblać nas deszczem szkła. Byłam przygotowana na bół od wbijających się szkiełek ale nic takiego się nie stało. Dopiero po chwili doszło do mnie iż znów zaciskam kurczowo powieki. Otwarłam oczy i zobaczyłam, że tylko w okół mnie szkło, które powinno spocząć na moim ciele unosi się w powietrzu, a gdy mrugnęłam opadło na podłogę blisko mojego ciała. Pozwoliłam zrobić sobie krok do przodu, pozwoliłam opaść swojemu wyczerpanemu ciału, pozwoliłam sobie zasnąć.
Harry.
Starałem się wyswobodzić jedną rękę z mocnego uścisku grubych lin. Jak na razie nie przyniosło to większego skutku od pozdzieranych nadgarstków.Drzwi od szopy, w której zostałem uwięziony otwarły się, a do środka wszedł Arthur, a za nim przerażona Cassie i rozbawiony James.
- Cóż muszę przyznać, że masz waleczną dziewczynę.- Arthur oparł się o drewnianą ścianę i spojrzał na mnie z przymrużonych powiek.
- Nie mam dziewczyny.- Odpowiedziałem.- I uściślając chłopaka też nie.- Dodałem i uśmiechnąłem się z pogardą.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo mnie denerwujesz samą swoją obecnością.- James podszedł do mnie i oparł ręce na oparciach krzesła.
- O uwierz mi, że wiem. Czuję dokładnie to samo.- Wyszeptałem i posłałem mu w powietrzu buziaka.
- Możecie zająć się swoim romansem później? Mamy problem.- Arthur zaczął krążyć po pomieszczeniu.- Skoro Jess zaatakowała Cassie i jeżeli to co mówicie jest prawdą, to wszystko zaszło już za daleko. Powinienem ją zabić o wiele wcześniej. Teraz będzie tylko...
- Trudniej?- Wtrąciłem się.- Chłopie doskonale wiesz, że Jess jest mieszanką wybuchowych genów. Jej matka nienawidziła cię przez połowę życia, a jej ojciec ma ochotę powróżyć z twoich wnętrzności.-Wzruszyłem ramionami szarpiąc mocniej za liny.
- Cóż i gdzie ta nienawiść Elizabeth ją zaprowadziła? Dwa metry pod ziemię.- Na jego pokrytej zmarszczkami twarzy pojawił się uśmiech.
- Tak dokładniej to do szklanego pudła a nie dwa metry pod ziemię ale nie będę się kłócił.- Gdy Arthur znów zaczął krążyć po szopie starałem się prawie niezauważalnie wyciągnąć rękę z węzłów. W tej chwili bardzo żałowałem, że nie słuchałem Nicka i nie potrafię sam się obronić.
Jess.
Wybudzałam się po woli. Walczyłam z ciemnością niczym mucha, która zaplątała się w sieć pająka. Walczyłam i wygrałam. Otworzyłam oczy po czym usiadłam raptownie na czymś łóżku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu nie mając pojęcia w czyim pokoju się znajduję. Usiadłam na brzegu łóżka i wciągnęłam na moje stopy trampki, które ktoś mi ściągnął. Zeskoczyłam lekko z wysokiego posłania i zaczęłam zmierzać ku uchylonym drzwiom. Popchnęłam je lekko, a one odsunęły się ode mnie bezdźwięcznie. Nie wiedząc gdzie znajdę kogokolwiek ruszyłam w stronę sali, w której o mało nie zabiłam Cassie.Przystanęłam zza jednym ze skrzydeł otwartych drzwi. Niby nie powinnam była podsłuchiwać ale chociaż w ten sposób mogę się dowiedzieć czegokolwiek.
- Musimy jej powiedzieć. Sami widzieliście do czego ona jest zdolna. Chcecie aby się to powtórzyło?- Ten głos na pewno należał do Jacka, który prawie krzyczał.
- Jack uspokój się. Harry sam powinien jej to powiedzieć.- Ten głos natomiast należał do tej tajemniczej dziewczyny.
- Och na prawdę tak sądzisz?! To dlaczego brałaś jego stronę gdy kazałem mu o wszystkim powiedzieć?! Dlaczego wtedy nie powiedziałaś, że ma jej to wyjaśnić?!
- Jack!- Głośny krzyk Sama wystrzelił w powietrze przez co podskoczyłam lekko wystraszona.- Doskonale wiesz, że Harry bał się jej reakcji i nie możemy go o to obwiniać. Najpierw pojedziemy po Harry'ego, a potem zastanowimy się nad Jess.
- Czy ty się w ogóle słyszysz Sam? Powinniśmy ją oddać Arthurowi i wszystkie nasze kłopoty zakończyłyby się raz na zawsze.- Oliver jak zwykle brzmiał na znudzonego.
- Nie Oliverze. Po pierwsze ona jest jedną z nas. Po drugie nie możemy nikogo skazywać na śmierć. A po trzecie Harry jak i Greg by nam tego nie wybaczyli. Nie wybaczyli by ci tego, że skazałeś ją na pewną śmierć.- Sam był już spokojny choć i tak można było wyczuć nutkę złości w jego donośnym głosie.
- Tak bardzo się przejmuję złością głupich nastolatków.
- Musisz pamiętać, że jeden z tych głupich nastolatków to twój syn. I na pewno nie odpuściłby ci śmierci Jessici. Jack proszę cię idź po broń do zbrojowni. Nie chcę jechać na spotkanie z Arthurem polegając tylko i wyłącznie na naszych zdolnościach.
Rusz się! Nakryją nas. No dalej.
Cofnęłam się po woli po ty by po chwili ruszyć biegiem wzdłuż długiego korytarza.
Złap jakąś taksówkę. Wiem, gdzie on jest.
Zbiegłam po schodach szczelniej oplatając się bluzą, którą miałam na sobie. Rozejrzałam się po drodze zatopionej w ciemności. Ile ja spałam?! Gdy zauważyłam nadjeżdżającą taksówkę zaczęłam kiwać rozpaczliwie rękoma, dopóki samochód nie zatrzymał się przede mną. Wsiadłam do ciepłego wnętrza rozkoszując się wygodnym siedzeniem.
- Proszę na przedmieścia.- Podałam kierowcy nie kompletny adres, a on ruszył co jakiś czas spoglądając na mnie w lusterku.
***
Wysiadłam z samochodu rozglądając się po opustoszałej okolicy. Mam nadzieję, że to dobry adres bo kierowca właśnie odjechał z moją całą gotówką, którą miałam przy sobie.
Poszukaj starej szopy. To tam.
Pomiędzy ciemnymi drzewami stała jedna mała drewniana konstrukcja, która na pewno była przeznaczona do rozbiórki sądząc po tym w jakim stanie się znajdowała. Westchnęłam i czując lekkie mrowienie czegoś dziwacznego wewnątrz mnie ruszyłam w stronę szopy.
Po chwili nasłuchiwania popchnęłam drzwi, które otworzyły się ze zgrzytem. W środku nad głową związanego Harry'ego paliła się tylko jedna lampa, która rzucała słabe światło na całe pomieszczenie. Głowa blondyna podniosła się do góry, i wtedy zobaczyłam jego opuchnięte od ciosów wargi i czerwone ślady na policzkach.
- Boże.- Szepnęłam i podeszłam do niego od razu zabierając się za rozwiązywanie jego skrępowanych rąk. Chwilę mi zajęło nim uporałam się z linami.
- Czyś ty anioł czy zjawa?- Harry zachichotał cicho i znów zwiesił na dół głowę. Zaczęłam rozwiązywać jego kostki.
- Harry odezwij się.- Szturchnęłam go lekko ciągnąc jedną ręką liny.- Glass przydupasie odezwij się.- Spróbowałam jeszcze raz bez większego rezultatu.
- Mogłabyś się chociaż raz posłuchać.- Podskoczyłam wystraszona obcym głosem za moimi plecami. W drzwiach szopy stał Oliver z jakimś dziwnym nożem w ręce.
- Nikt mi nie powiedział, że nie mogę go ratować. Powiedzieliście tylko, że nie mogę się z nim zamienić.- Wytłumaczyłam i odciągnęłam rozwiązane liny.
- Fakt.- Powiedział i podszedł do nieprzytomnego Harry'ego. Przerzucił go sobie przez ramie bez żadnego trudu.- Lepiej stąd spadajmy chyba, że chcesz obejrzeć swoje wnętrzności od zewnątrz.
Wyszłam zza Oliverem rozglądając się uważnie po dziwnie spokojnym terenie.
- Poszło nam za łatwo. Przecież powinien być ktoś kto będzie go pilnował.
- Możemy pomartwić się tym potem?- Oliver brzmiał na rozgniewanego dlatego zamknęłam się i nadal szłam za nim. Poczułam jakieś dziwne muśnięcie jakby ktoś chciał dostać się do mojego umysłu ale po chwili wszystko zniknęło i czułam się normalnie. Wzruszyłam ramionami i wsiadłam do samochodu zaparkowanego w cieniu drzew. Poszło nam za łatwo.
No co ty nie powiesz? Wszyscy zginiemy.
Na dworze coś chrupnęło i uderzyło o dach samochodu.
-----------------------------------------------------------------------------
Hej. Przepraszam za tak długą nieobecność ale wiecie szkoła się zaczęła, ostatnia klasa gimnazjum i te wszystkie lekcje -.- Cóż na podzielenie opowiadania na części wpadłam na historii i pomyślałam, że to nie głupie już tak kiedyś robiłam. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba fabułą jak i długością :D Nie wiem kiedy pojawi się następny bo nie wiem jak będę stała z czasem. Odszedł jeden obserwator :( Smutno mi... Liczę na wasze komentarze. Pozdrawiam! ♥
P.S: Przepraszam za błędy nie mam siły tego poprawiać.
niedziela, 8 września 2013
5
Po wyjściu Olivera i Nicka zostałam sama z nieprzytomnym Harrym. Teraz chociaż w jego ciele nie znajdował się żaden nóż ale to nie zmieniło faktu, że jeszcze przed chwilą tam był. A najgorsze jest to, że ja go tam umieściłam i powinnam czuć się okropnie ale czułam raczej... Ulgę. Może to zabrzmieć dziwnie ale nie żałuję, że to zrobiłam. Przecież ja go uratowałam.
Podeszłam do zawalonego jakimiś papierami biurka i z całkowitej nudy zaczęłam układać kartki papieru w stosik na środku mebla. Gdy przekopałam się przez kartki z zadaniami domowymi Harry'ego dotarłam do kupki zdjęć. Wszystko byłoby okej gdyby nie fakt, że jednym ze zdjęć leżącym na biurku, było zdjęcie mojej mamy.
- Zginiesz czy to ci się podoba czy nie.- Wysyczała i rzuciła się w moją stronę z kawałkiem szkła w ręce. Zdążyłam odchylić się tylko kawałek przez co szkło trzymane przez Lenę rozcięło bok mojej szyi. Wciągnęłam głęboko powietrze i przyłożyłam ręce do rozcięcia. Czułam jak krew cieknie mi po ręce, a potem skapuje na podłogę. Czułam ogromny ból, jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry. Czułam, że tracę coś cennego i nie mogę tego łapać, czy chociażby powstrzymać przed odejściem.
Podeszłam do zawalonego jakimiś papierami biurka i z całkowitej nudy zaczęłam układać kartki papieru w stosik na środku mebla. Gdy przekopałam się przez kartki z zadaniami domowymi Harry'ego dotarłam do kupki zdjęć. Wszystko byłoby okej gdyby nie fakt, że jednym ze zdjęć leżącym na biurku, było zdjęcie mojej mamy.
Miałam identyczne w domu schowane głęboko w szufladzie. Właściwie jestem do niej bardo podobna. Różnią nas tylko oczy. Ona miała piękne, brązowe z przebłyskami bursztynu. A ja? Ja natomiast miałam niebieski, z małymi ciemnymi kropeczkami, które dodawały mi lekkiej tajemniczości. Nie wiem po kim mam taki kolor. Mama miała brązowe oczy, a tata ma zielone.
Mniejsza z tym. Ważniejsze pytanie, które powinnam zadać w tej chwili, brzmi: Skąd on ma to zdjęcie? Właściwie to po co mu one.
Kierowana wielką ciekawością rozrzuciłam z powrotem kartki i przejrzałam je dokładnie. Niestety nie znalazłam nic co mogłoby pomóc zrozumieć mi to wszystko.
***
Co chwilę zerkałam na zegarek mając nadzieję, że wskazówki przesunęły się co najmniej o trzydzieści minut, a nie sekund. W ręce trzymałam zdjęcie mamy, a w głowie ułożyłam całą rozmowę z Harrym.
- Coś jest nie tak.- Powiedziałam i spojrzałam na znudzonego Nicka.- Powinien się już obudzić. Powiedzieliście, że nic mu nie będzie.- Dodałam zdenerwowana i zagryzłam dolną wargę.
- Obudzi się jeśli przestaniesz marudzić.- Oliver posłał mi groźne spojrzenie, które zignorowałam.
- Idź może sprawdzić czy nie ma cię za drzwiami.- Odcięłam się i wytrzymałam jego spojrzenie. Nie chciałam pokazać mu, że się go boję.
- Wszyscy idźcie.- Spojrzałam momentalnie na Harry'ego, który starał się podeprzeć na rękach.
- Dobra obudził się. Możemy iść.- Nick wstał z fotela i nie oglądając się za siebie wyszedł z pokoju. Po chwili wahania Oliver również wyszedł zostawiając mnie i Harry'ego sam na sam.- Powiedziałem wszyscy.
- Skąd masz jej zdjęcie?- Zapytałam i pokazałam mu trzymaną przeze mnie fotografię. Jego oczy powiększyły się minimalnie, ale potem gdy przeniósł wzrok na moją twarzy wyglądał normalnie.
- A skąd ty miałaś hartowany srebrny nóż?- Zadał mi pytanie i starając się nie skrzywić usiadł na brzegu łóżka i spojrzał na swoją przedziurawioną w dwóch miejscach bluzkę.- Lubiłem ją.- Dodał i nie przejmując się moją obecnością ściągnął koszulkę odrzucając ją gdzieś na bok.
- Harry ja wiem, że to może dziwnie zabrzmieć ale zrobiłam to...
- Dla mojego dobra? Nie, tutaj się mylisz. Zrobiłaś to bo ta dwójka idiotów ci kazała. Cholera! Ty nawet nie wiesz jakie to ma konsekwencję!
- To mi powiedz!- Krzyknęłam wściekła.
- Sama się o tym przekonasz. Prędzej czy później.- Wyszeptał i spojrzał mi głęboko w oczy. Zaczynałam odczuwać lekki powiew wiatru na swojej skórze, a kaskada włosów na moich plechach zaczęła się rozwiewać.
Z sekundy na sekundę wiatr stawał się jeszcze mocniejszy, aż wreszcie zaczęło mi huczeć w uszach co zaczynało mnie przerażać.
- Przestań.- Powiedziałam dobitnie, a Harry uśmiechnął się lekko. Wiatr stawał się co raz silniejszy, aż wszystkie kartki leżące na biurku zaczęły wzbijać się w powietrze i fruwać po całym pomieszczeniu.
- To nie ja Jess. To ty.- Jego dłoń odnalazła moją i mocno ścisnęła. Zachciało mi się płakać. Nie wręcz ryczeć z bezsilności i z żalu za czymś co odeszło dawno temu. Nie miałam pojęcia co to takiego ale czułam, że to było bardzo ważne.
- Nie, to nie ja. To nie mogę być ja.- Mój głos drżał, a z oczu pociekły łzy. Lampa nad naszymi głowami zakołysała się niebezpiecznie po to by po chwili sypnąć iskrami i spaść na dół.
Harry wykonał błyskawiczny ruch odrzucając mnie do tyłu. Krzyknęłam i upadłam na ziemię uderzając głową w posadzkę. Świat zawirował przed moimi oczami. Podniosłam oszołomiona głowę i ujrzałam Harry'ego otoczonego drobinkami szkła.
- Jess proszę cię uspokój się. Nie chcę poczuć się jak szaszłyk.- Widziałam dokładnie jak nerwowo przełyka ślinę i nie spuszcza wzroku z unoszącego się szkła.
- Ale ja... Harry to nie ja. Ja tego nie robię. Ja nie mogę... Nie potrafię...- Szloch wstrząsnął moim ciałem, a szkoło poruszyło się do przodu jakby groziło Harry'emu.
- Tak to ty! Opanuj się bo mnie zaraz przesiatkujesz!- Podparłam się na rękach i ostatkiem sił podniosłam na nogi krzywiąc się gdy przed oczami zobaczyłam ciemne plamki. Zachwiałam się nie bezpiecznie ale po chwili skupiłam wzrok na drobinkach szkła i coś mi mówiło, że mam wyobrazić sobie jak szkoło opada.
Zamknęłam oczy i przywołałam w głowie obraz pokoju z falującymi kartkami, z moimi unoszącymi się przez wiatr włosami, z stającym przerażonym Harrym. Wyobraziłam sobie latające szkoło przy jego ciele, pozwoliłam aby jakaś dziwna uspokajająca siła zawładnęła moim ciałem. Oczami wyobraźni widziałam jak szkoło powoli opada na ziemię, jak kartki spadają na podłogę, jak wiatr znika zostawiając po sobie bałagan i chłód na skórze. Wszystko było takie dobre, idealne.
Otworzyłam oczy i ujrzałam siedzącego na ziemi Harry'ego. Wszystko wyglądało tak jak sobie wyobraziłam. Odetchnęłam z ulgą i zrobiłam kilka kroków w stronę blondyna.
- Czy... Czy to były te konsekwencję?- Zapytałam niepewnie, a Harry uniósł głowę i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na ustach.
- Mniej więcej.- Odpowiedział i podniósł się, roztrzepującą ręką sklejone od potu włosy. - Ale jak to możliwe? Przecież... Nic nie rozumiem.- Wyjąkałam, a on parsknął i podszedł do szafy wyciągając z niej pierwszą lepszą koszulkę, którą ubrał.
- Kiedyś ci to wytłumaczę. A teraz chodź.- Nie czekając na moją odpowiedź wyszedł z pokoju, nawet się za siebie nie oglądając.
Westchnęłam cicho i ruszyłam za nim starając się dotrzymać mu kroku co było dość trudne.
Gdy w korytarzu rozniósł się odgłos jednej z piosenek Hollywood Undead krzyknęłam przerażona. Dopiero po chwili doszło do mnie to iż w mojej kieszeni wibruję telefon. Wyciągnęłam g i nie patrząc na to kto dzwoni nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo?- Zapytałam ostrym głosem. Harry idący teraz wolniej spojrzał na mnie spod uniesionych brwi co zignorowałam.
- Jess! Gdzie jesteś?- Głos Leny drżał.
- Jestem... Z Harrym. Coś się stało?
- Nie wracaj do domu, rozumiesz? Zostań z Harrym dopóki...- W słuchawce usłyszałam pikanie oznajmujące zerwane połączenie. Z lekkim zdenerwowaniem wybrałam numer do Leny ale włączyła się sekretarka. Spróbowałam jeszcze do taty ale nie przyniosło to większego rezultatu.
- Jessica wszystko w porządku?- Harry chwycił mnie za ramię, a ja przez chwilę błądziłam wzrokiem po jego twarzy.
- Muszę wracać do domu.- Powiedziałam i odwróciłam się do niego tyłem kierując się mam nadzieję w stronę wyjścia.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za mną zaczęłam biec ile sił w nogach nie zważając na idących po chodniku ludzi. Musiałam dostać się do domu jak najszybciej.
***
Szarpnęłam za klamkę, a drzwi otwarły się przede mną z cichym skrzypnięciem. Przestąpiłam próg domu i zamknęłam za sobą drzwi najciszej jak potrafiłam.
- Lena?!- Krzyknęłam ale odpowiedziała mi tylko cisza. Zaczęłam iść w głąb domu rozglądając się niepewnie.- Tato! Jest tu ktoś?!- Z kosza na parasole wyciągnęłam dużą granatową parasolkę czując się pewniej.
Przywarłam do ściany i odliczyłam do trzech po czym wychyliłam głowę zza ściany zerkając do salonu. Zdusiłam w sobie krzyk gdy zobaczyłam przywiązanego do krzesła tatę. Zapominając o ostrożności weszłam do salonu i od razu podbiegłam do taty powstrzymując łzy cisnące się do oczu. Odłożyłam parasolkę na podłogę i najostrożniej jak potrafiłam odkleiłam z ust taty taśmę.
- Jess... Uciekaj stąd. Szybko.- Zignorowałam ojca i zaczęłam rozwiązywać jego ręce plątając się w tych wszystkich węzłach.
- Kurwa. Kto to wiązał?- Jęknęłam i zdenerwowana szarpnęłam za linę co nie było dobrym pomysłem. Wszystko zacisnęło się jeszcze mocniej. Zrezygnowana zajęłam się linami, które tata miał zawiązane przy kostkach. Tutaj nie wydawało się to aż tak skomplikowane.
- Uważaj!- Wrzask taty przestraszył mnie na tyle, że nie wiedziałam na co mam uważać dopóki nie poczułam silnego uderzenia w głowę. Runęłam na ziemię starając się przywrócić sobie ostrość widzenia.
- Ała. Dlaczego zawsze głowa?- Jęknęłam i przewróciłam się na plecy szybko mrugając. Robiło mi się zimno i niedobrze.
- Och mała naiwna Jessica.- Podniosłam głowę usłyszawszy głos Leny. Spojrzałam na nią zdziwiona co najwyraźniej musiała zauważyć.- Doskonale wiedziałam, że jak powiem ci, że masz nie przychodzić to przylecisz tutaj szybciej niż Oliver na ratunek twojej matce.
- Nie żeby coś ale to ja właśnie drugi raz w ciągu godziny oberwałam w głowę i to mi powinno odbijać, a nie tobie.- Powiedziałam i usiadłam powstrzymując mdłości. Nie wiedziałam dokładnie ręki Leny, poczułam tylko pieczenie na policzku i znów leżałam na ziemi.
- Uważaj na słowa bo możesz już nigdy nic nie powiedzieć.- Jej postać zawisła nad moim ciałem.- Nie sądziłam, że ktoś taki jak ty może być wybrańcem, a jednak Arthur się nie mylił.
- Co ty pieprzysz? Jakim wybrańcem?- Zapytałam i tym razem stanęłam na nogi starając się utrzymać prostą postawę ciała.
- Och nic ci nie powiedzieli? Jakie to przykre. Umrzesz nie poznając prawdy. Może napiszę książkę o tobie? Dziewczyna uratowana przez swoją matkę, ginie przez błędy przyjaciół i rodziny. To będzie epickie.- Spojrzałam na sufit gdzie wisiała wielka, ciężka lampa w stylu gotyckim. Zamknęłam oczy i starałam się skupić myśli?- Nie chcesz patrzeć na mnie w swoich ostatnich sekundach życia? Jakie to przykre.- Wyrzuciłam z głowy głos Leny, a zastąpiłam go widokiem spadającego przedmiotu z sufitu. Wyobraziłam sobie jak Lena upada pod ciężarem lampy. Wyobraziłam sobie jak szkoło rozpryskuję się po salonie.
Głos chrzęst, i świst lecącego przedmiotu. Otwarłam oczy i odskoczyłam do tyłu gdy lampa spadła prosto na zdziwioną Lanę.
- Żebym czasem ja nie napisała książki o tobie.- Powiedziałam do niej i chwiejnym krokiem podeszłam do przerażonego taty. Chwyciłam z podłogi kawałek szkła i zaczęłam rozcinać liny wykrzesując z siebie resztki siły.
- Jess... To było...- Spojrzałam na tatę i uśmiechnęłam się lekko w jego stronę. Nie bał się mnie. Raczej był dumny.
Głos krzyk rozniósł się po pomieszczeniu, a gdy odwróciłam głowę ujrzałam podnoszącą się Lenę, która bez problemu odrzuca ze swojego ciała wielki żyrandol.
- Zginiesz czy to ci się podoba czy nie.- Wysyczała i rzuciła się w moją stronę z kawałkiem szkła w ręce. Zdążyłam odchylić się tylko kawałek przez co szkło trzymane przez Lenę rozcięło bok mojej szyi. Wciągnęłam głęboko powietrze i przyłożyłam ręce do rozcięcia. Czułam jak krew cieknie mi po ręce, a potem skapuje na podłogę. Czułam ogromny ból, jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry. Czułam, że tracę coś cennego i nie mogę tego łapać, czy chociażby powstrzymać przed odejściem.
- Jeśli zginie to tylko i wyłącznie z mojej ręki.- Traciłam siły ale udało mi się dojrzeć mężczyznę ze szkoły. Odrzucił Lenę jednym machnięciem reki, i od razu znalazła się przy mnie.
Czułam się senna, dlatego nawet nie starłam się od niego odsunąć. A po za tym pewnie nawet nie dałabym rady zważywszy na to iż leżę w kałuży swojej krwi. Pamiętam jeszcze tylko to, że Arthur odciągnął moją rękę i przyłożył swoją w miejsce rozcięcia i zaczął szeptać jakieś dziwne słowa. Potem już była tylko pustka i ciemność.
------------------------------------------------------------------------------
Hej. Przepraszam, że tak późno, przepraszam za wszystkie błędy ale nie mam czasu ich poprawiać. Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie ani za długość ani za bezsensowność tego rozdziału. Dziękuję za wszystkie komentarze, one na prawdę mi bardzo pomagają. Do zobaczenia! :*♥
piątek, 30 sierpnia 2013
4
Podobno każdy z nas czegoś się boi. Jedni boją się pająków, ciemności, wody. A ja? Czego ja się boję? Boję się otworzyć oczy i spojrzeć na świat. Co to takiego, prawda? Po prostu wymysł mojej wyobraźni ale czy nie wszystkie nasze lęki nimi są? Wytworami naszej wyobraźni? Jeśli tak to znaczy, że można pokonać własne słabości. Nie krzyczeć na widok pająków, wejść do pokoju przy zgaszonym świetle, wkroczyć do oceanu. Wszystkie te malutki lęki można pokonać. Ale jak mam przestać bać się teraźniejszości? Jak mam wstać rano bez szybkiego bicia serca? Jak mam zamknąć oczy bez obawy, że znów zobaczę coś co mnie przerazi? Tutaj już zaczynają się schody. Nikt nie wiem jak to zrobić, a to wcale nie jest pocieszające.
Jesteś nudziarą.
Przez ostatnie dwa dni starałam się wyciszyć Lissę w mojej głowie i nie raz nie dwa mi się to udało. Nie wiem jakim cudem ale nie 'nękała' mojej głowy.
Przetarłam dłonią czoło i odwróciłam się od lustra chwytając z szafki pudełeczko tabletek. Wyszłam z niebieskiego pomieszczenia i stanęłam w miejscu gdy zobaczyłam moją sylwetkę odbitą w długim lustrze. Byłam słaba i nie mogłam tego ukryć. Starałam się ale nie mogłam.
***
Pociągnęłam nosem i odgarnęłam z czoła kręcone włosy. Siedziałam sama w parku, który znajdował się po drugiej stronie miasta, jak najdalej mojego domu. Potrzebowałam spokoju, a tylko tutaj mogę go zaznać. Ludzie spacerujący alejkami byli cicho, nie krzyczeli tak jak ci w centrum. Tutaj każdy zachowywał spokój ponieważ chciał mieć chwilę wytchnienia. Tak samo jak ja.
Nie wybrałam tego miejsca tylko i wyłącznie dlatego, że jest tutaj cicho. W tym parku poznałam Harry'ego.
- Mamo, proszę cię wracajmy już.- Pociągnęłam kobietę za rękę, a ona zaśmiała się perliście i udawała, że nie usłyszała moich narzekań.
- Skarbie zobacz jak tutaj jest pięknie.- Rozejrzałam się w około.
- Nie ma tutaj nic pięknego. No chyba, że ktoś lubi widok obesranej trawy. To zmienia postać rzeczy.- Jęknęłam i naciągnęłam na zmarznięte uszy czerwoną czapkę.
- Zobaczysz, że kiedyś będziesz mówiła całkiem inaczej...
Zamrugałam kilkakrotnie, i z całych sił starałam się przypomnieć sobie co było dalej ale nie mogłam. Nie pamiętałam.
- Nie wracaj do czegoś czego już nie będzie.- Obok mnie na ławce usiadł mężczyzna, który przyprowadził Lissę.
- Czego pan chce?- Zapytałam nie kryjąc się z niechęcią do jego osoby. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, nie ważne kim by on nie był miałam go w dupie- mówiąc w skrócie.
- Och wiele rzeczy ale teraz to nieistotne. Istotne jest natomiast to, że wracając do wspomnień pozwalasz mu wchodzić do twoich myśli.- Mężczyzna oparł się o ławkę i wyglądał na bardzo zrelaksowanego.
- Nie wiem co pan bierze ale niech pan to ograniczy.- Chciałam wstać i odejść ale nim zdążyłabym chociaż napiąć mięśnie, duża dłoń mężczyzny wylądowała na mojej nodze ściskając mocno moje udo.
- Nie pozwoliłem ci odejść.- Powiedział bardzo cicho i wymusił sztuczny uśmiech.- Radzę ci się zachowywać bo na kilku siniakach się nie skończy.- Dodał, a ja przełknęłam zdenerwowana ślinę i pokiwałam lekko głową, na co on puścił moją nogę zostawiając po sobie lekki dyskomfort.
Zacisnąłem powieki i wyobraziłem sobie jego lecącego do tyłu i uderzającego w ścianę z impetem ale gdy byłem prawie pewny, że mi się uda wizję lecącego Nicka zastąpił mi obraz krzyczącej, będącej na skraju łez Jessiki.
Znowu poczułam silny uścisk na mojej szyi, a potem silne uderzenie przez, które jęknąłem.
- Czy ty rozumiesz co się do ciebie mówi?! Masz się skupić!- Wstałem z trudem łapiąc oddech i zmierzyłem bruneta wściekłym spojrzeniem.
- A ty rozumiesz? Powiedziałem ci, że nie dam rady dzisiaj robić żadnych ćwiczeń.- Wytłumaczyłem, starając się powstrzymać gniew rosnący we mnie niczym bańka mydlana, która wreszcie musi pęknąć.
- A ja powiedziałem, że gówno mnie to obchodzi. Masz jeszcze jakieś spostrzeżenia?
- Tak tylko jedno: Spierdalaj.- Doskonale wiedziałem, że tymi słowami zdenerwuję go jeszcze bardziej i pewne jest, że oberwę ale nie miało to teraz dla mnie największego znaczenia.
- Uważaj sobie na to co mówisz, maleńki. Jestem dla ciebie wyrozumiały tylko i wyłącznie dla tego, że Lissa nie żyję. Inaczej źle byś skończył.
- Ty jesteś wyrozumiały?! Ty nie masz pojęcia co znaczy być wyrozumiałym i nie pieprz mi tutaj żadnych morałów bo to nie twoja działka.- Igrasz z ogniem, wiesz o tym.
- Harry wydaję mi się, że będzie lepiej jeżeli sobie pójdziesz.- Nick zacisnął dłonie w pięści, a mięśnie rysujące się pod jego koszulką napięły się.
- No już uderz mnie. Ulżyj sobie, na co czekasz.- Podszedłem do niego z rozłożonymi rękoma doskonale wiedząc, że tym go prowokuję.- Od pierwszego dnia opieki nade mną masz ochotę mi przywalić. Teraz masz okazję, nie będę się bronić.
- Idź stąd. Już!
- Po co? Prędzej czy później musimy to załatwić, a wiesz ja teraz nie potrzebuję ładnej buźki więc możesz spokojnie...
- Harry!- Przerażony krzyk dziewczyny rozniósł się echem po sali ćwiczeń.
Odwróciłem się zdezorientowany i zobaczyłem stojącą w drzwiach trzęsącą się Jess, a za nią stał rozradowanego Olivera.
- Jess? Co ty tutaj robisz?- Głos mi drżał i na pewno nie z powodu strachu przed Nickiem.
- Ja... Ja sama nie wiem. Po prostu, on...- Wskazała drżącą ręką na Olivera, a potem z jej niebieskich oczu wypłynęły łzy zostawiając po sobie morką ścieżkę na lekko zarumienionych policzkach.
Jess pokręciła głową, a potem odwróciła się i taranując Olivera zaczęła biec przed siebie. Nie wiele myśląc pobiegłem za nią, i nawet nie przeszkadzał mi w tej chwili wredny śmiech Olivera.
Gdy wybiegłem zza 'zakrętu' dostrzegłem przed sobą postać brunetki. Przyspieszyłem i gdy wyciągnąłem przed siebie rękę chwyciłem nadgarstek Jess odwróciwszy ją tym samym w moją stronę. Oczekiwałem krzyku z jej strony, czy szarpaniny ale zamiast tego on przyległa do mnie całym swoimi ciałem, ściskając mnie mocno w pasie.
Zdziwiony tym gestem dopiero po chwili oplotłem ciało Jessiki.
- Nic ci nie jest.- Wyszlochała i ścisnęła mnie jeszcze bardziej. Jak na taką kruchą dziewczynę miała dużo siły. A czegoś się po niej spodziewał?
- Oczywiście, że nic mi nie jest. A co miałoby być?- Zapytałem zdziwiony i zacząłem głaskać ją jedną ręką po głowie.
- Bo on mi pokazał... Pokazał jak ty leżysz i...- Silny szloch wstrząsnął jej drobnym ciałem, a lecące łzy zaczęły moczyć moją koszulkę.
- Kto co pokazał? Jess proszę cię uspokój się i powiedz mi kto ci to pokazał.- Odsunęła się kawałek ode mnie i spojrzała załzawionymi oczami.
- Oliver. Pokazał mi jak leżysz zakrwawiony na podłodze. Ten mężczyzna, który tam był w środku, stał stał nad tobą i...
- Już dobrze. Jestem tutaj.- Wziąłem jej ręce w swoje dłonie i uśmiechnąłem się do niej skrywając głęboko w sobie strach, gniew czy żal. Oliver pokazał jej to co stałoby się ze mną gdyby krzyk Jessiki nam nie przeszkodził. Nick prawdopodobnie by mnie zabił i nie miałby nawet wyrzutów sumienia.
- Obiecaj mi, że będziesz na siebie uważał. Obiecaj, że już nigdy nie zostaniesz sam na sam z tym mężczyznom.- Westchnąłem cicho i pokiwałem głową.
- Dobrze, obiecuję, że już nigdy nie zostanę z nim sam na sam.
- Kłamiesz.- Przerwała mi natychmiastowo.- Twoje serce bije dwa razy szybciej.- Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się jej dokładnie.
- Skąd to wiesz? Oliver pokazał albo powiedział ci coś jeszcze?
- Nie. Nie raz tak mam, że lepiej słyszę.- Jej głos był niepewny, a ja doskonale rozumiałem dlaczego. Ona po prostu nie wiedziała co się z nią dzieje.- Harry, ja... Chciałabym cię przeprosić za to co powiedziałam dwa dni temu. Ja nie chciałam... No prawie nie chciałam aby zrobiło ci się przykro.- Jej policzki oblały się rumieńcem, który tak kochałem.
- Rozumiem cię i nie jestem na ciebie zły. Masz prawo być na mnie zła i uwierz mi Jess chcę, bardzo chcę powiedzieć ci prawdę ale nie mogę. Jeszcze nie teraz.
- Rozumiem. Harry... Czy mogę coś zrobić?- Wyszeptała cicho i spojrzała na mnie nieśmiało. Jak nie ona.
- Jeżeli to ma być coś co mnie nie upokorzy to pewnie.- Powiedziałem i mrugnąłem do niej wywołując na jej twarzy lekki uśmiech.
Jej ręka znalazła się na moim ramieniu, a potem swobodnie powędrowała do szyi, na której się zatrzymała. Spojrzała w moje oczy, a potem po prostu mnie... Pocałowała. P-O-C-A-Ł-O-W-A-Ł-A. Mimo zdziwienia jakie znowu u mnie wywołała automatycznie odpowiedziałem na jej pocałunek z wielką wrażliwością jak i namiętnością. Ciepło rozpływające się po moim ciele przywołało do głowy obrazy sprzed dwóch lat, gdy bez problemu i bez powodu mogłem całować ją tak samo jak teraz. Mogłem przejść obok niej korytarzem, chwycić za rękę, pocałować i życzyć powodzenia na matematyce czy francuskim.
- Przepraszam.- Wyszeptała gdy odsunęła się ode mnie. Oddychała szybko, niemiarowo jak po długim biegu.
- Za co ty mnie przepraszasz? To aż tak bardzo mnie nie upokorzyło.- Powiedziałem i palcem wskazującym uniosłem jej podbródek do góry, tym samym zmuszając ją do spojrzenia mi w oczy.
- Na prawdę przepraszam.- Już chciałem się odezwać gdy poczułem mocne ukłucie w brzuchu, a potem zimny metal wysuwając się z mojego ciała po to by jeszcze raz zaatakować mnie w innym miejscu.- Przepraszam.
- Wiecie, że on będzie wściekły.- Nie zwracałam uwagi na dwóch mężczyzn stojących za mną.
- No i co z tego? Nas i tak nienawidzi, a ją za bardzo kocha, żeby się na nią wściec.- Obojętność w głosie, drugiego mężczyzny przywołała na moje ciało gęsią skórkę.
- Zdziwiłbyś się.- Odezwałam się po raz pierwszy od kilku minut. Puściłam rękę Harry'ego i wstałam z gracją i wyrafinowaniem.- Róbcie co macie robić. Niech to się już skończy.- Starłam łzy z policzków i odsunęłam się od łóżka dając dostęp mężczyzną.
- Lepiej stąd wyjdź. Nie będziemy zbierać cię z podłogi.
- Żeby ciebie zaraz nie było trzeba zbierać.- Odcięłam się.- Ja mu to zrobiłam i to ja będę się tłumaczyć gdy się obudzi.
- Oj będziesz się tłumaczyć, będziesz...
Nawet nie wiesz co zrobiłaś głupia.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Hej. Długo nie było rozdziału ale coś mi się rypie z bloggerem i to dlatego. Mam nadzieję, że wytrwałyście :D Dziękuję za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że nie zanudziłam was tym rozdziałem. Obiecuję następny będzie ciekawszy, długszy i pojawi się nasz oczekiwany i tajemniczy Arthur. :D
Cześć! ♥
Jesteś nudziarą.
Przez ostatnie dwa dni starałam się wyciszyć Lissę w mojej głowie i nie raz nie dwa mi się to udało. Nie wiem jakim cudem ale nie 'nękała' mojej głowy.
Przetarłam dłonią czoło i odwróciłam się od lustra chwytając z szafki pudełeczko tabletek. Wyszłam z niebieskiego pomieszczenia i stanęłam w miejscu gdy zobaczyłam moją sylwetkę odbitą w długim lustrze. Byłam słaba i nie mogłam tego ukryć. Starałam się ale nie mogłam.
***
Pociągnęłam nosem i odgarnęłam z czoła kręcone włosy. Siedziałam sama w parku, który znajdował się po drugiej stronie miasta, jak najdalej mojego domu. Potrzebowałam spokoju, a tylko tutaj mogę go zaznać. Ludzie spacerujący alejkami byli cicho, nie krzyczeli tak jak ci w centrum. Tutaj każdy zachowywał spokój ponieważ chciał mieć chwilę wytchnienia. Tak samo jak ja.
Nie wybrałam tego miejsca tylko i wyłącznie dlatego, że jest tutaj cicho. W tym parku poznałam Harry'ego.
- Mamo, proszę cię wracajmy już.- Pociągnęłam kobietę za rękę, a ona zaśmiała się perliście i udawała, że nie usłyszała moich narzekań.
- Skarbie zobacz jak tutaj jest pięknie.- Rozejrzałam się w około.
- Nie ma tutaj nic pięknego. No chyba, że ktoś lubi widok obesranej trawy. To zmienia postać rzeczy.- Jęknęłam i naciągnęłam na zmarznięte uszy czerwoną czapkę.
- Zobaczysz, że kiedyś będziesz mówiła całkiem inaczej...
Zamrugałam kilkakrotnie, i z całych sił starałam się przypomnieć sobie co było dalej ale nie mogłam. Nie pamiętałam.
- Nie wracaj do czegoś czego już nie będzie.- Obok mnie na ławce usiadł mężczyzna, który przyprowadził Lissę.
- Czego pan chce?- Zapytałam nie kryjąc się z niechęcią do jego osoby. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, nie ważne kim by on nie był miałam go w dupie- mówiąc w skrócie.
- Och wiele rzeczy ale teraz to nieistotne. Istotne jest natomiast to, że wracając do wspomnień pozwalasz mu wchodzić do twoich myśli.- Mężczyzna oparł się o ławkę i wyglądał na bardzo zrelaksowanego.
- Nie wiem co pan bierze ale niech pan to ograniczy.- Chciałam wstać i odejść ale nim zdążyłabym chociaż napiąć mięśnie, duża dłoń mężczyzny wylądowała na mojej nodze ściskając mocno moje udo.
- Nie pozwoliłem ci odejść.- Powiedział bardzo cicho i wymusił sztuczny uśmiech.- Radzę ci się zachowywać bo na kilku siniakach się nie skończy.- Dodał, a ja przełknęłam zdenerwowana ślinę i pokiwałam lekko głową, na co on puścił moją nogę zostawiając po sobie lekki dyskomfort.
Harry.
- Skup się! Jeszcze raz!- Westchnąłem cicho ale posłusznie wykonałem polecenie Nicka starając się skupić i odepchnąć go ode mnie gdy jego ręce kierowały się na moją szyję.Zacisnąłem powieki i wyobraziłem sobie jego lecącego do tyłu i uderzającego w ścianę z impetem ale gdy byłem prawie pewny, że mi się uda wizję lecącego Nicka zastąpił mi obraz krzyczącej, będącej na skraju łez Jessiki.
Znowu poczułam silny uścisk na mojej szyi, a potem silne uderzenie przez, które jęknąłem.
- Czy ty rozumiesz co się do ciebie mówi?! Masz się skupić!- Wstałem z trudem łapiąc oddech i zmierzyłem bruneta wściekłym spojrzeniem.
- A ty rozumiesz? Powiedziałem ci, że nie dam rady dzisiaj robić żadnych ćwiczeń.- Wytłumaczyłem, starając się powstrzymać gniew rosnący we mnie niczym bańka mydlana, która wreszcie musi pęknąć.
- A ja powiedziałem, że gówno mnie to obchodzi. Masz jeszcze jakieś spostrzeżenia?
- Tak tylko jedno: Spierdalaj.- Doskonale wiedziałem, że tymi słowami zdenerwuję go jeszcze bardziej i pewne jest, że oberwę ale nie miało to teraz dla mnie największego znaczenia.
- Uważaj sobie na to co mówisz, maleńki. Jestem dla ciebie wyrozumiały tylko i wyłącznie dla tego, że Lissa nie żyję. Inaczej źle byś skończył.
- Ty jesteś wyrozumiały?! Ty nie masz pojęcia co znaczy być wyrozumiałym i nie pieprz mi tutaj żadnych morałów bo to nie twoja działka.- Igrasz z ogniem, wiesz o tym.
- Harry wydaję mi się, że będzie lepiej jeżeli sobie pójdziesz.- Nick zacisnął dłonie w pięści, a mięśnie rysujące się pod jego koszulką napięły się.
- No już uderz mnie. Ulżyj sobie, na co czekasz.- Podszedłem do niego z rozłożonymi rękoma doskonale wiedząc, że tym go prowokuję.- Od pierwszego dnia opieki nade mną masz ochotę mi przywalić. Teraz masz okazję, nie będę się bronić.
- Idź stąd. Już!
- Po co? Prędzej czy później musimy to załatwić, a wiesz ja teraz nie potrzebuję ładnej buźki więc możesz spokojnie...
- Harry!- Przerażony krzyk dziewczyny rozniósł się echem po sali ćwiczeń.
Odwróciłem się zdezorientowany i zobaczyłem stojącą w drzwiach trzęsącą się Jess, a za nią stał rozradowanego Olivera.
- Jess? Co ty tutaj robisz?- Głos mi drżał i na pewno nie z powodu strachu przed Nickiem.
- Ja... Ja sama nie wiem. Po prostu, on...- Wskazała drżącą ręką na Olivera, a potem z jej niebieskich oczu wypłynęły łzy zostawiając po sobie morką ścieżkę na lekko zarumienionych policzkach.
Jess pokręciła głową, a potem odwróciła się i taranując Olivera zaczęła biec przed siebie. Nie wiele myśląc pobiegłem za nią, i nawet nie przeszkadzał mi w tej chwili wredny śmiech Olivera.
Gdy wybiegłem zza 'zakrętu' dostrzegłem przed sobą postać brunetki. Przyspieszyłem i gdy wyciągnąłem przed siebie rękę chwyciłem nadgarstek Jess odwróciwszy ją tym samym w moją stronę. Oczekiwałem krzyku z jej strony, czy szarpaniny ale zamiast tego on przyległa do mnie całym swoimi ciałem, ściskając mnie mocno w pasie.
Zdziwiony tym gestem dopiero po chwili oplotłem ciało Jessiki.
- Nic ci nie jest.- Wyszlochała i ścisnęła mnie jeszcze bardziej. Jak na taką kruchą dziewczynę miała dużo siły. A czegoś się po niej spodziewał?
- Oczywiście, że nic mi nie jest. A co miałoby być?- Zapytałem zdziwiony i zacząłem głaskać ją jedną ręką po głowie.
- Bo on mi pokazał... Pokazał jak ty leżysz i...- Silny szloch wstrząsnął jej drobnym ciałem, a lecące łzy zaczęły moczyć moją koszulkę.
- Kto co pokazał? Jess proszę cię uspokój się i powiedz mi kto ci to pokazał.- Odsunęła się kawałek ode mnie i spojrzała załzawionymi oczami.
- Oliver. Pokazał mi jak leżysz zakrwawiony na podłodze. Ten mężczyzna, który tam był w środku, stał stał nad tobą i...
- Już dobrze. Jestem tutaj.- Wziąłem jej ręce w swoje dłonie i uśmiechnąłem się do niej skrywając głęboko w sobie strach, gniew czy żal. Oliver pokazał jej to co stałoby się ze mną gdyby krzyk Jessiki nam nie przeszkodził. Nick prawdopodobnie by mnie zabił i nie miałby nawet wyrzutów sumienia.- Obiecaj mi, że będziesz na siebie uważał. Obiecaj, że już nigdy nie zostaniesz sam na sam z tym mężczyznom.- Westchnąłem cicho i pokiwałem głową.
- Dobrze, obiecuję, że już nigdy nie zostanę z nim sam na sam.
- Kłamiesz.- Przerwała mi natychmiastowo.- Twoje serce bije dwa razy szybciej.- Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się jej dokładnie.
- Skąd to wiesz? Oliver pokazał albo powiedział ci coś jeszcze?
- Nie. Nie raz tak mam, że lepiej słyszę.- Jej głos był niepewny, a ja doskonale rozumiałem dlaczego. Ona po prostu nie wiedziała co się z nią dzieje.- Harry, ja... Chciałabym cię przeprosić za to co powiedziałam dwa dni temu. Ja nie chciałam... No prawie nie chciałam aby zrobiło ci się przykro.- Jej policzki oblały się rumieńcem, który tak kochałem.
- Rozumiem cię i nie jestem na ciebie zły. Masz prawo być na mnie zła i uwierz mi Jess chcę, bardzo chcę powiedzieć ci prawdę ale nie mogę. Jeszcze nie teraz.
- Rozumiem. Harry... Czy mogę coś zrobić?- Wyszeptała cicho i spojrzała na mnie nieśmiało. Jak nie ona.
- Jeżeli to ma być coś co mnie nie upokorzy to pewnie.- Powiedziałem i mrugnąłem do niej wywołując na jej twarzy lekki uśmiech.
Jej ręka znalazła się na moim ramieniu, a potem swobodnie powędrowała do szyi, na której się zatrzymała. Spojrzała w moje oczy, a potem po prostu mnie... Pocałowała. P-O-C-A-Ł-O-W-A-Ł-A. Mimo zdziwienia jakie znowu u mnie wywołała automatycznie odpowiedziałem na jej pocałunek z wielką wrażliwością jak i namiętnością. Ciepło rozpływające się po moim ciele przywołało do głowy obrazy sprzed dwóch lat, gdy bez problemu i bez powodu mogłem całować ją tak samo jak teraz. Mogłem przejść obok niej korytarzem, chwycić za rękę, pocałować i życzyć powodzenia na matematyce czy francuskim.- Przepraszam.- Wyszeptała gdy odsunęła się ode mnie. Oddychała szybko, niemiarowo jak po długim biegu.
- Za co ty mnie przepraszasz? To aż tak bardzo mnie nie upokorzyło.- Powiedziałem i palcem wskazującym uniosłem jej podbródek do góry, tym samym zmuszając ją do spojrzenia mi w oczy.
- Na prawdę przepraszam.- Już chciałem się odezwać gdy poczułem mocne ukłucie w brzuchu, a potem zimny metal wysuwając się z mojego ciała po to by jeszcze raz zaatakować mnie w innym miejscu.- Przepraszam.
Jessica.
Trzymałam rękę Harry'ego mocno ściskając jego blade palce. Starałam się nie patrzeć na srebrny nóż wystając z jego brzucha. Starałam się skupić wzrok na jego spokojnej twarzy, na ustach, które całowałam z taką zachłannością.- Wiecie, że on będzie wściekły.- Nie zwracałam uwagi na dwóch mężczyzn stojących za mną.
- No i co z tego? Nas i tak nienawidzi, a ją za bardzo kocha, żeby się na nią wściec.- Obojętność w głosie, drugiego mężczyzny przywołała na moje ciało gęsią skórkę.
- Zdziwiłbyś się.- Odezwałam się po raz pierwszy od kilku minut. Puściłam rękę Harry'ego i wstałam z gracją i wyrafinowaniem.- Róbcie co macie robić. Niech to się już skończy.- Starłam łzy z policzków i odsunęłam się od łóżka dając dostęp mężczyzną.
- Lepiej stąd wyjdź. Nie będziemy zbierać cię z podłogi.
- Żeby ciebie zaraz nie było trzeba zbierać.- Odcięłam się.- Ja mu to zrobiłam i to ja będę się tłumaczyć gdy się obudzi.
- Oj będziesz się tłumaczyć, będziesz...
Nawet nie wiesz co zrobiłaś głupia.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Hej. Długo nie było rozdziału ale coś mi się rypie z bloggerem i to dlatego. Mam nadzieję, że wytrwałyście :D Dziękuję za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że nie zanudziłam was tym rozdziałem. Obiecuję następny będzie ciekawszy, długszy i pojawi się nasz oczekiwany i tajemniczy Arthur. :D
Cześć! ♥
piątek, 23 sierpnia 2013
3
Przeczesałam palcami swoje gęste, pokręcone włosy i poprawiłam sukienkę, która wcale nie potrzebowała poprawek. To ja po prostu musiałam się zajmować byle czym aby odpędzić wszystkie myśli. I wiecie co? Jakoś nie specjalnie mi to wychodziło.
Drzwi za mną otwarły się, a do pokoju wszedł mój tata z lekkim uśmiechem na twarzy. Stanął za mną, położył swoje ręce na moim ramionach i wpatrywał się w nasze odbicie w lustrze.
- Nie sądziłem, że zmieścisz się w tą sukienkę.- Powiedział i na pewno wrócił wspomnieniami do tego dnia, w którym ubrałam ją po raz pierwszy. Do dnia, w którym pożegnałam mamę.
- Najwidoczniej wcale nie urosłam przez te dwa lata. Chociaż właściwie to zrobiła się trochę ciasna, w niektórych rejonach.- Co prawda pasek, musiałam zapiąć na ostatnią dziurkę, ale to możemy pominąć.
- Domyślałam się.- Tata odgarnął mi włosy na jedną stronę.- Dlaczego nie chciałaś kupić nowej?- Zapytał. Wyłapał wzrokiem złoty łańcuszek, który zawsze miałam ubrany.
- Bo tylko jedna rzecz w mojej szafie będzie przeznaczona na takie okazję.- Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Jesteś do niej strasznie podobna wiesz?- Odwróciłam się i spojrzałam w jego dumne oczy.
Starał się zapewnić mi normalny dom. Byłam mu za to wdzięczna.
- Mama była piękna. Nigdy nie będę do niej podobna. I nie mówię tego dlatego, że chcę abyś powiedział mi, że jestem ładna. Mówię tak bo nikt nie będzie wyglądał tak samo jak mama.
- Jestem z ciebie dumny skarbie. Mama też by była.- Tata pocałował mnie w czoło po czym wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą z poczuciem winy i ogromnym wewnętrznym dyskomfortem.
Nie powinien być ze mnie dumny.
Mama nie byłaby ze mnie dumna.
Przecież ja jestem tą złą. Przecież uprzykrzam życie innym dla swojej rozrywki. Niszczę tych najsłabszych po to by pokazać, że jestem bezwzględna. Ze mnie nikt nigdy nie będzie dumny.
Nikt nie może być.
Nie ze mnie.
###
Nie poszłam na mszę do kościoła. Za bardzo bałam się tego co mogę tam ujrzeć. Zapalone świecie w rogach budynku, przyciemnione światła, kwiaty poustawiane w okół stojącej na środku trumny. Wielkie otwarte wieko, pozwalające na ostatnie spojrzenie osoby, która odeszła. Stęchły zapach kwiatów, cichy szloch najbliższej rodziny. Udawane przejęcie na twarzach wybranych uczniów szkoły.
Raz przez to przeszłam i nie chcę przechodzić nigdy więcej choć doskonale wiem, że to nieuniknione.
Ściskałam mocno w ręce biały bukiet kwiatów i z całych sił starałam się nie rozpłakać. Jako iż należałam do delegacji szkolnej stałam z boku, tuż obok lśniącej skrzyni, tuż obok zapłakanych rodziców Lissy, tuż obok jej łkającego cicho brata, i tuż obok Harry'ego. Jego twarz była pozbawiona wszelkich emocji. Tylko raz na jakiś czas po jego bladych policzkach spływały łzy, ale momentalnie je ocierał jakby się ich wstydził.
Jego wzrok spoczął na mnie, a ja odruchowo spuściłam głowę na dół, i przełknęłam ślinę. Dopiero po chwili odważyłam się spojrzeć w jego stronę. Nie patrzył na mnie. Jego wzrok był skupiony na trumnie, a gdy ksiądz ogłosił iż zostanie ona za chwilę wpuszczona do ziemi szczęka Harry'ego lekko zadrgała.
Nie płacz. Nie warto.*
Rozejrzałam się w około sobie jak idiotka.
Teraz wszyscy udają, za godzinę zapomną. Śmieszne, co nie?
Ten głos na pewno nie dochodził do moich uszu. On był w mojej głowie. To była ona.
Spokojnie. Tylko spokojnie.
Zacisnęłam mocno powieki i odetchnęłam głęboko.

Coś było nie tak. Czułam jak serce mi przyspiesza, krew zaczyna szybciej krążyć w żyłach podnosząc tym samym moje ciśnienie.
Teraz wszyscy mnie kochają.
Głowa zaczęła mnie boleć, a palce zdrętwiały. Podałam swój bukiet jakiemuś znudzonemu chłopakowi i jak najszybciej oddaliłam się od skupiska płaczących ludzi.
Skończysz tak jak ja!
Jęknęłam i chwyciłam się za głowę starając się iść prosto. Moje wysiłki poszły na marne ponieważ tuż za ogromnym dębem upadłam na kolana powstrzymując łzy.
Nie uciekniesz ode mnie. Nigdy.
- Odejdź. Proszę odejdź.- Chwilę czasu zajęło mi uświadomienie sobie iż gadam właściwie sama do siebie. Jeżeli ktoś by mnie teraz zobaczył od razu zadzwoniłby do mojego taty i kazałby mu zapisać mnie na jakieś porady psychologiczne.
- Jessica?- Podniosłam głowę i zobaczyłam zmartwionego Harry'ego idącego w moją stronę. Starałam wstać, odejść, ale nie mogłam. Miałem dziwne uczucie pustki, i tak jakbym się rozpadała. Od środka.- Co ci jest?- Ręka Harry'ego wylądowała na moim ramieniu, a ja wzdrygnęłam się. Jego dotyk sprawiał mi ból, jakby tysiące małych igiełek wbijały mi się w skórę.
- To boli.- Wyszeptałam, ale skąd on mógł wiedzieć o czym ja mówię. Jego druga ręka powędrowała do mojej twarzy zadając mi tym samym jeszcze większy ból.- Nie dotykaj. To boli.- Wysapałam, a jego ręce od razu znalazły się z daleka od mojego ciała.
Westchnęłam cicho z ulgi jaką mi to przyniosło ale po zaledwie kilku sekundach choćby najmniejszy powiew wiatru sprawiał mi ból. Łzy wyleciały z moich oczu skapując po chwili na ziemię.
- Jess co się dzieje? Powiedz mi.- Widziałam jak chłopak z całych sił powstrzymuję się od dotknięcia mnie. Pokręciłam tylko głową nie będąc zdolna do wypowiedzenia żadnego słowa.- Jak mam ci pomóc?- Bał się. Jego głos drżał, w oczach pojawił się łzy, a ja mimo bólu jaki sprawiał mi jego dotyk zapragnęłam znaleźć się w jego ramionach.
- Przytul mnie.- Na moje słowa, a raczej cichy ledwo zrozumiały szept, jego oczy zrobiły się dwa razy większe, a ręce nieśmiało i delikatnie otuliły moje ciało.
Chciałam krzyczeć, z powodu okropnego pieczenia, chciałam błagać aby to się wreszcie skończyło, aby on to zakończł.
- Tylko nie ty Jess. Nie możesz odejść. Proszę, nie.- Poczułam na głowie chłodne łzy i wtedy... wszystko zniknęło. Nie czułam bólu. Czułam ciepło ciała Harry'ego ale to było przyjemne.
- Harry. Zniknęło. Już nic nie boli.- Mój głos drżał, z przemęczenia. Czułam się słaba i zmęczona, a przecież nic nie robiłam. Walczyłaś. To już wystarczająco dużo.
On cię zabiję tak samo jak mnie. Harry to cichy zabójca. Będzie cię niszczył od środka tak jak mnie.
Wzdrygnęłam się i chwyciłam Harry'ego za rękę. Uspokój się! Masz schizy, opanuj się dziewczyno.
- Nie chciałbym przeszkadzać ale wiecie ludzie idą więc może wstaniecie?- Zza Harrym pojawił się chłopak, którego imienia nie znałam i widziałam go tylko raz. Trzymał za rękę jakąś szatynkę która wycierała rozmazany tusz.
- Nie masz za grosz wyczucia.- Dziewczyna spojrzała na niego groźnie, a brunet wywrócił tylko oczami.
Odsunęłam się z niechęcią od Harry'ego i wstałam o własnych siłach. Gdy blondyn stanął obok mnie zza drzew zaczęli wyłaniać się nie znani mi ludzie. A więc to już.
###
Siedziałam na kanapie, w salonie Harry'ego szczelnie otulona kocem przesiąkniętym jego zapachem. Mój wzrok był utkwiony w zdjęciu stojącym na komodzie w koncie pomieszczenia. Przedstawiało ono Harry'ego i Lissę. Obydwoje byli uśmiechnięci, obejmowali się i z wielkim żalem doszłam do wniosku, że ja nie mam żadnego zdjęcia z Harrym gdzie oboje bylibyśmy tak bardzo szczęśliwi jak ta dwójka. Tylko nie rozumiałam jednej rzeczy. Dlaczego ona 'powiedziała' mi, że Harry mnie zabiję tak jak ją. Może tylko sobie to wymyśliłam, a może nie. Sama już nie wiem. W przeciągu ostatnich trzech dni wydarzyło się tyle dziwnych rzeczy, że już sama nie potrafię odróżnić co jest rzeczywistością, a co fikcją.
Znużona położyłam się wygodnie na kanapie, przykrywając się aż pod szyję kocem. Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie odpłynąć. Daleko, we wspomienia.
Z niewiadomych dla mnie powodów szłam za dwójką, bodajże nastolatków, którzy trzymali się za ręce. Chłopak cały czas mówił, a dziewczyna przytakiwała raz na jakiś czas. Znałam do miejsce aczkolwiek nie mogłam przypomnieć sobie skąd co było bardzo uciążliwe. Przyspieszyłam kroku tak, że wyminęłam parę i mogłam ujrzeć ich twarze. To byłam ja i Harry. Nic z tego nie rozumiałam. Nie rozumiałam dlaczego oglądam siebie, dlaczego oni mnie nie widzą.
- Harry muszę ci coś powiedzieć.- Para usiadła na jednej z ławek, gdzie były wyryte ich imiona.
- Jess co się z tobą dzieje? Od samego rana jesteś jakaś markotna.- Harry dotknął 'mojej' twarzy, a ja wiedziałam co teraz się stanie. Już pamiętałam.
- Muszę... musimy... powinniśmy zrobić sobie przerwę.- Czułam w tej chwili dokładnie to samo co wtedy. Ból, żal, smutek, roztargnienie, frustrację, niechęć.Wszystko na raz.
- Nie rozumiem. Dlaczego? Jess porozmawiaj ze mną. O co chodzi?
- O to, że to już koniec Harry. Już nie ma nas. Już nie będziemy razem rozmawiać, chodzić po kwiaty. Już nigdy nie będziemy razem.
- Ale dlaczego?
- Bo cię nie kocham, rozumiesz? Nie kocham cię i nie chcę niszczyć swojego życia z powodu jakiegoś cholernego zauroczenia, które i tak już minęło.- Wstałam i odeszłam. Tak po prostu.
Teraz znalazłam się w całkiem obcym dla mnie pomieszczeniu. To była czyjaś łazienka, a przy lustrze stała drobna brunetka, która trzymała coś w ręce. Wyglądało to jak skalpel. Mimo lekkiego strachu podeszłam bliżej i rozpoznałam w tej dziewczynie Lissę. Przyłożyła do swojego bladego nadgarstka zimny metal i przeciągnęła w dół powodując tym samym głęboką kreskę, z której wyleciała krew.
Chciałam krzyczeć ale głos uwiązł mi w gardle.
- Jess!- Ktoś potrząsnął mną, a ja otworzyłam oczy i całkiem zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu. W głowie nadal miałam obraz cieknącej krwi, błyskające ostrze.- Jessica to tylko zły sen.- Harry otuliły moje drżące ciało swoimi rękami i ucałował mnie w głowę jak miał w zwyczaju robić.
- To było takie... Dlaczego mi się to śni? Dlaczego ja ją widziałam? Przecież... przecież ja nigdy...- Poczułam zbierające się łzy, gdy głos zadrżał mi niebezpiecznie.
- Spokojnie Jess. Już dobrze.
- Nie! Nie jest dobrze!- Zdenerwowana odsunęłam się od niego i wstałam patrząc cały czas w jego zdumione oczy.- Co się ze mną dzieje, Harry? Dlaczego ja widzę te różne rzeczy, dlaczego ten facet wrócił i chce mnie zabić, dlaczego żarówki wybuchają mi nad głową?
- Jessica ja... chciałbym ci powiedzieć ale nie mogę. Jeszcze nie. Musisz być cierpliwa i zrozumieć, że to dla twojego bezpieczeństwa.- Harry wstał z kanapy i chciał mnie dotknąć ale nie pozwoliłam na to. Nie poddam się tak łatwo.
- Jak zawsze. Za każdym cholera razem jest ta sama śpiewka. Kiedy wreszcie odważysz się powiedzieć mi prawdę? Kiedy wreszcie przestaniesz mnie okłamywać?
- Nie okłamuję cię! Za każdym kurwa razem mówię prawdę, ale ty oczywiście nie możesz tego zrozumieć!- Nie łatwo jest wyprowadzić Harry'ego z równowagi, ale gdy już się to komuś uda...
- Nie Harry. Dzień przed naszym zerwaniem powiedziałeś, że nigdy mnie nie zostawisz, że będziesz o mnie walczył...
- Przecież to ty mnie zostawiłaś.- Przerwał mi, starając się uspokoić.
-... i tego dnia gdy cię zostawiłam miałeś okazję dotrzymać obietnicy. Gdybyś za mną pobiegł aby chociaż przyszedł wieczorem bylibyśmy razem. A wiesz czemu? Bo miałabym dowód na to, że jednak jestem dla ciebie ważna. Ale nie oczywiście ty poleciałeś do Lissy. Jak zawsze.- Zabolało go to co powiedziałam ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że mam rację. Doskonale wiedział, że tym razem to jego wina.
- Jess proszę cię...- Pokręciłam głową i pociągając nosem chwyciłam swoje buty stojące obok szafki po czym skierowałam się do wyjścia.- Jessica! Gdzie ty idziesz?- Harry znalazł się przy drzwiach przede mną przez co zablokował je, odbierając mi szansę szybkiej ucieczki.
- Do domu Harry. Czas to wszystko zakończyć i wiesz co? Żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Żałuję, że nie zrobiłam tego rok temu.- Odsunęłam go pewnym ruchem od drzwi i po prostu wyszłam na ciepłe czerwcowe powietrze.
Szłam zapłakana po chodniku w jednej ręce trzymając buty, a drugą co chwilę odgarniałam opadające na oczy włosy. Jadące samochody co chwilę oświetlały moją postać, rzucając na ciemnym chodniku dziwne cienie. Nie przejmowałam się tym, że idę sama po ciemku. Raz mnie zgwałcono to można i drugi co nie? Zaśmiałam się cicho ze swoich myśli. Jestem taka głupia i naiwna, że aż trudno w to uwierzyć. Pozwoliłam sobie na trochę uczuć i proszę gdzie mnie to wpędziło.
Już się zaczęło.
Och, zamknij się.
Jakiś samochód zaparkował tuż obok mnie, a ja mocniej ścisnęłam swoje szpilki. W razie czego będę mogła się nimi bronić.
- Dziecko drogie co się stało?!- Z samochodu wybiegł zdenerwowany tata, który od razu porwał mnie w swoje ramiona. Odetchnęłam z ulgą.
- Skąd wiedziałeś, że tędy idę?- Zapytałam nadal przytulona do jego ciepłego, i bezpiecznego ciała.
- Harry do mnie zadzwonił. Martwił się, że coś ci się stanie.- Słysząc imię chłopaka od razu odsunęłam się od taty i bez żadnego słowa wsiadał do samochodu.- Jess czy on ci coś zrobił?- Zapytał tata gdy po chwili zdumienia usiadł za kierownicą odpalając silnik.
- Tak. Zabrał część mnie.- Tą lepszą część. Odwróciłam głowę w stronę szyby chcąc uniknąć zatroskanego spojrzenia ojca.
To ci pomorze. Musisz to zrobić. Dobrze o tym wiesz. To ci pomoże. Przyniesie ulgę.
Obyś miała rację Lissa.
-----------------------------------------
*- podkreślone teksty są słowami Lissy, w głowie bohaterki.
Hej. Wróciłam. Szybciej dodałam niż tamten co nie? :D Miałam świetną motywację więc jest! Dziękuję za komentarze, przepraszam za błędy i mam nadzieję, że pod tym rozdziałem również napiszecie swoje opinię! :D Do następnego. :* ♥
A i dziękuję stay cool za tak długi komentarz :*
Drzwi za mną otwarły się, a do pokoju wszedł mój tata z lekkim uśmiechem na twarzy. Stanął za mną, położył swoje ręce na moim ramionach i wpatrywał się w nasze odbicie w lustrze.
- Nie sądziłem, że zmieścisz się w tą sukienkę.- Powiedział i na pewno wrócił wspomnieniami do tego dnia, w którym ubrałam ją po raz pierwszy. Do dnia, w którym pożegnałam mamę.
- Najwidoczniej wcale nie urosłam przez te dwa lata. Chociaż właściwie to zrobiła się trochę ciasna, w niektórych rejonach.- Co prawda pasek, musiałam zapiąć na ostatnią dziurkę, ale to możemy pominąć.
- Domyślałam się.- Tata odgarnął mi włosy na jedną stronę.- Dlaczego nie chciałaś kupić nowej?- Zapytał. Wyłapał wzrokiem złoty łańcuszek, który zawsze miałam ubrany.
- Bo tylko jedna rzecz w mojej szafie będzie przeznaczona na takie okazję.- Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Jesteś do niej strasznie podobna wiesz?- Odwróciłam się i spojrzałam w jego dumne oczy.
Starał się zapewnić mi normalny dom. Byłam mu za to wdzięczna.
- Mama była piękna. Nigdy nie będę do niej podobna. I nie mówię tego dlatego, że chcę abyś powiedział mi, że jestem ładna. Mówię tak bo nikt nie będzie wyglądał tak samo jak mama.
- Jestem z ciebie dumny skarbie. Mama też by była.- Tata pocałował mnie w czoło po czym wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą z poczuciem winy i ogromnym wewnętrznym dyskomfortem.
Nie powinien być ze mnie dumny.
Mama nie byłaby ze mnie dumna.
Przecież ja jestem tą złą. Przecież uprzykrzam życie innym dla swojej rozrywki. Niszczę tych najsłabszych po to by pokazać, że jestem bezwzględna. Ze mnie nikt nigdy nie będzie dumny.
Nikt nie może być.
Nie ze mnie.
###
Nie poszłam na mszę do kościoła. Za bardzo bałam się tego co mogę tam ujrzeć. Zapalone świecie w rogach budynku, przyciemnione światła, kwiaty poustawiane w okół stojącej na środku trumny. Wielkie otwarte wieko, pozwalające na ostatnie spojrzenie osoby, która odeszła. Stęchły zapach kwiatów, cichy szloch najbliższej rodziny. Udawane przejęcie na twarzach wybranych uczniów szkoły.
Raz przez to przeszłam i nie chcę przechodzić nigdy więcej choć doskonale wiem, że to nieuniknione.
Ściskałam mocno w ręce biały bukiet kwiatów i z całych sił starałam się nie rozpłakać. Jako iż należałam do delegacji szkolnej stałam z boku, tuż obok lśniącej skrzyni, tuż obok zapłakanych rodziców Lissy, tuż obok jej łkającego cicho brata, i tuż obok Harry'ego. Jego twarz była pozbawiona wszelkich emocji. Tylko raz na jakiś czas po jego bladych policzkach spływały łzy, ale momentalnie je ocierał jakby się ich wstydził. Jego wzrok spoczął na mnie, a ja odruchowo spuściłam głowę na dół, i przełknęłam ślinę. Dopiero po chwili odważyłam się spojrzeć w jego stronę. Nie patrzył na mnie. Jego wzrok był skupiony na trumnie, a gdy ksiądz ogłosił iż zostanie ona za chwilę wpuszczona do ziemi szczęka Harry'ego lekko zadrgała.
Nie płacz. Nie warto.*
Rozejrzałam się w około sobie jak idiotka.
Teraz wszyscy udają, za godzinę zapomną. Śmieszne, co nie?
Ten głos na pewno nie dochodził do moich uszu. On był w mojej głowie. To była ona.
Spokojnie. Tylko spokojnie.
Zacisnęłam mocno powieki i odetchnęłam głęboko.

Coś było nie tak. Czułam jak serce mi przyspiesza, krew zaczyna szybciej krążyć w żyłach podnosząc tym samym moje ciśnienie.
Teraz wszyscy mnie kochają.
Głowa zaczęła mnie boleć, a palce zdrętwiały. Podałam swój bukiet jakiemuś znudzonemu chłopakowi i jak najszybciej oddaliłam się od skupiska płaczących ludzi.
Skończysz tak jak ja!
Jęknęłam i chwyciłam się za głowę starając się iść prosto. Moje wysiłki poszły na marne ponieważ tuż za ogromnym dębem upadłam na kolana powstrzymując łzy.
Nie uciekniesz ode mnie. Nigdy.
- Odejdź. Proszę odejdź.- Chwilę czasu zajęło mi uświadomienie sobie iż gadam właściwie sama do siebie. Jeżeli ktoś by mnie teraz zobaczył od razu zadzwoniłby do mojego taty i kazałby mu zapisać mnie na jakieś porady psychologiczne.
- Jessica?- Podniosłam głowę i zobaczyłam zmartwionego Harry'ego idącego w moją stronę. Starałam wstać, odejść, ale nie mogłam. Miałem dziwne uczucie pustki, i tak jakbym się rozpadała. Od środka.- Co ci jest?- Ręka Harry'ego wylądowała na moim ramieniu, a ja wzdrygnęłam się. Jego dotyk sprawiał mi ból, jakby tysiące małych igiełek wbijały mi się w skórę.
- To boli.- Wyszeptałam, ale skąd on mógł wiedzieć o czym ja mówię. Jego druga ręka powędrowała do mojej twarzy zadając mi tym samym jeszcze większy ból.- Nie dotykaj. To boli.- Wysapałam, a jego ręce od razu znalazły się z daleka od mojego ciała.
Westchnęłam cicho z ulgi jaką mi to przyniosło ale po zaledwie kilku sekundach choćby najmniejszy powiew wiatru sprawiał mi ból. Łzy wyleciały z moich oczu skapując po chwili na ziemię.
- Jess co się dzieje? Powiedz mi.- Widziałam jak chłopak z całych sił powstrzymuję się od dotknięcia mnie. Pokręciłam tylko głową nie będąc zdolna do wypowiedzenia żadnego słowa.- Jak mam ci pomóc?- Bał się. Jego głos drżał, w oczach pojawił się łzy, a ja mimo bólu jaki sprawiał mi jego dotyk zapragnęłam znaleźć się w jego ramionach.
- Przytul mnie.- Na moje słowa, a raczej cichy ledwo zrozumiały szept, jego oczy zrobiły się dwa razy większe, a ręce nieśmiało i delikatnie otuliły moje ciało.
Chciałam krzyczeć, z powodu okropnego pieczenia, chciałam błagać aby to się wreszcie skończyło, aby on to zakończł.
- Tylko nie ty Jess. Nie możesz odejść. Proszę, nie.- Poczułam na głowie chłodne łzy i wtedy... wszystko zniknęło. Nie czułam bólu. Czułam ciepło ciała Harry'ego ale to było przyjemne.
- Harry. Zniknęło. Już nic nie boli.- Mój głos drżał, z przemęczenia. Czułam się słaba i zmęczona, a przecież nic nie robiłam. Walczyłaś. To już wystarczająco dużo.
On cię zabiję tak samo jak mnie. Harry to cichy zabójca. Będzie cię niszczył od środka tak jak mnie.
Wzdrygnęłam się i chwyciłam Harry'ego za rękę. Uspokój się! Masz schizy, opanuj się dziewczyno.
- Nie chciałbym przeszkadzać ale wiecie ludzie idą więc może wstaniecie?- Zza Harrym pojawił się chłopak, którego imienia nie znałam i widziałam go tylko raz. Trzymał za rękę jakąś szatynkę która wycierała rozmazany tusz.
- Nie masz za grosz wyczucia.- Dziewczyna spojrzała na niego groźnie, a brunet wywrócił tylko oczami.
Odsunęłam się z niechęcią od Harry'ego i wstałam o własnych siłach. Gdy blondyn stanął obok mnie zza drzew zaczęli wyłaniać się nie znani mi ludzie. A więc to już.
###
Siedziałam na kanapie, w salonie Harry'ego szczelnie otulona kocem przesiąkniętym jego zapachem. Mój wzrok był utkwiony w zdjęciu stojącym na komodzie w koncie pomieszczenia. Przedstawiało ono Harry'ego i Lissę. Obydwoje byli uśmiechnięci, obejmowali się i z wielkim żalem doszłam do wniosku, że ja nie mam żadnego zdjęcia z Harrym gdzie oboje bylibyśmy tak bardzo szczęśliwi jak ta dwójka. Tylko nie rozumiałam jednej rzeczy. Dlaczego ona 'powiedziała' mi, że Harry mnie zabiję tak jak ją. Może tylko sobie to wymyśliłam, a może nie. Sama już nie wiem. W przeciągu ostatnich trzech dni wydarzyło się tyle dziwnych rzeczy, że już sama nie potrafię odróżnić co jest rzeczywistością, a co fikcją.
Znużona położyłam się wygodnie na kanapie, przykrywając się aż pod szyję kocem. Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie odpłynąć. Daleko, we wspomienia.
Z niewiadomych dla mnie powodów szłam za dwójką, bodajże nastolatków, którzy trzymali się za ręce. Chłopak cały czas mówił, a dziewczyna przytakiwała raz na jakiś czas. Znałam do miejsce aczkolwiek nie mogłam przypomnieć sobie skąd co było bardzo uciążliwe. Przyspieszyłam kroku tak, że wyminęłam parę i mogłam ujrzeć ich twarze. To byłam ja i Harry. Nic z tego nie rozumiałam. Nie rozumiałam dlaczego oglądam siebie, dlaczego oni mnie nie widzą.
- Harry muszę ci coś powiedzieć.- Para usiadła na jednej z ławek, gdzie były wyryte ich imiona.
- Jess co się z tobą dzieje? Od samego rana jesteś jakaś markotna.- Harry dotknął 'mojej' twarzy, a ja wiedziałam co teraz się stanie. Już pamiętałam.
- Muszę... musimy... powinniśmy zrobić sobie przerwę.- Czułam w tej chwili dokładnie to samo co wtedy. Ból, żal, smutek, roztargnienie, frustrację, niechęć.Wszystko na raz.
- Nie rozumiem. Dlaczego? Jess porozmawiaj ze mną. O co chodzi?
- O to, że to już koniec Harry. Już nie ma nas. Już nie będziemy razem rozmawiać, chodzić po kwiaty. Już nigdy nie będziemy razem.
- Ale dlaczego?
- Bo cię nie kocham, rozumiesz? Nie kocham cię i nie chcę niszczyć swojego życia z powodu jakiegoś cholernego zauroczenia, które i tak już minęło.- Wstałam i odeszłam. Tak po prostu.
Teraz znalazłam się w całkiem obcym dla mnie pomieszczeniu. To była czyjaś łazienka, a przy lustrze stała drobna brunetka, która trzymała coś w ręce. Wyglądało to jak skalpel. Mimo lekkiego strachu podeszłam bliżej i rozpoznałam w tej dziewczynie Lissę. Przyłożyła do swojego bladego nadgarstka zimny metal i przeciągnęła w dół powodując tym samym głęboką kreskę, z której wyleciała krew. Chciałam krzyczeć ale głos uwiązł mi w gardle.
- Jess!- Ktoś potrząsnął mną, a ja otworzyłam oczy i całkiem zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu. W głowie nadal miałam obraz cieknącej krwi, błyskające ostrze.- Jessica to tylko zły sen.- Harry otuliły moje drżące ciało swoimi rękami i ucałował mnie w głowę jak miał w zwyczaju robić.
- To było takie... Dlaczego mi się to śni? Dlaczego ja ją widziałam? Przecież... przecież ja nigdy...- Poczułam zbierające się łzy, gdy głos zadrżał mi niebezpiecznie.
- Spokojnie Jess. Już dobrze.
- Nie! Nie jest dobrze!- Zdenerwowana odsunęłam się od niego i wstałam patrząc cały czas w jego zdumione oczy.- Co się ze mną dzieje, Harry? Dlaczego ja widzę te różne rzeczy, dlaczego ten facet wrócił i chce mnie zabić, dlaczego żarówki wybuchają mi nad głową?
- Jessica ja... chciałbym ci powiedzieć ale nie mogę. Jeszcze nie. Musisz być cierpliwa i zrozumieć, że to dla twojego bezpieczeństwa.- Harry wstał z kanapy i chciał mnie dotknąć ale nie pozwoliłam na to. Nie poddam się tak łatwo.
- Jak zawsze. Za każdym cholera razem jest ta sama śpiewka. Kiedy wreszcie odważysz się powiedzieć mi prawdę? Kiedy wreszcie przestaniesz mnie okłamywać?
- Nie okłamuję cię! Za każdym kurwa razem mówię prawdę, ale ty oczywiście nie możesz tego zrozumieć!- Nie łatwo jest wyprowadzić Harry'ego z równowagi, ale gdy już się to komuś uda...
- Nie Harry. Dzień przed naszym zerwaniem powiedziałeś, że nigdy mnie nie zostawisz, że będziesz o mnie walczył...
- Przecież to ty mnie zostawiłaś.- Przerwał mi, starając się uspokoić.
-... i tego dnia gdy cię zostawiłam miałeś okazję dotrzymać obietnicy. Gdybyś za mną pobiegł aby chociaż przyszedł wieczorem bylibyśmy razem. A wiesz czemu? Bo miałabym dowód na to, że jednak jestem dla ciebie ważna. Ale nie oczywiście ty poleciałeś do Lissy. Jak zawsze.- Zabolało go to co powiedziałam ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że mam rację. Doskonale wiedział, że tym razem to jego wina.
- Jess proszę cię...- Pokręciłam głową i pociągając nosem chwyciłam swoje buty stojące obok szafki po czym skierowałam się do wyjścia.- Jessica! Gdzie ty idziesz?- Harry znalazł się przy drzwiach przede mną przez co zablokował je, odbierając mi szansę szybkiej ucieczki.
- Do domu Harry. Czas to wszystko zakończyć i wiesz co? Żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Żałuję, że nie zrobiłam tego rok temu.- Odsunęłam go pewnym ruchem od drzwi i po prostu wyszłam na ciepłe czerwcowe powietrze.
Szłam zapłakana po chodniku w jednej ręce trzymając buty, a drugą co chwilę odgarniałam opadające na oczy włosy. Jadące samochody co chwilę oświetlały moją postać, rzucając na ciemnym chodniku dziwne cienie. Nie przejmowałam się tym, że idę sama po ciemku. Raz mnie zgwałcono to można i drugi co nie? Zaśmiałam się cicho ze swoich myśli. Jestem taka głupia i naiwna, że aż trudno w to uwierzyć. Pozwoliłam sobie na trochę uczuć i proszę gdzie mnie to wpędziło.
Już się zaczęło.
Och, zamknij się.
Jakiś samochód zaparkował tuż obok mnie, a ja mocniej ścisnęłam swoje szpilki. W razie czego będę mogła się nimi bronić.
- Dziecko drogie co się stało?!- Z samochodu wybiegł zdenerwowany tata, który od razu porwał mnie w swoje ramiona. Odetchnęłam z ulgą.
- Skąd wiedziałeś, że tędy idę?- Zapytałam nadal przytulona do jego ciepłego, i bezpiecznego ciała.
- Harry do mnie zadzwonił. Martwił się, że coś ci się stanie.- Słysząc imię chłopaka od razu odsunęłam się od taty i bez żadnego słowa wsiadał do samochodu.- Jess czy on ci coś zrobił?- Zapytał tata gdy po chwili zdumienia usiadł za kierownicą odpalając silnik.
- Tak. Zabrał część mnie.- Tą lepszą część. Odwróciłam głowę w stronę szyby chcąc uniknąć zatroskanego spojrzenia ojca.
To ci pomorze. Musisz to zrobić. Dobrze o tym wiesz. To ci pomoże. Przyniesie ulgę.
Obyś miała rację Lissa.
-----------------------------------------
*- podkreślone teksty są słowami Lissy, w głowie bohaterki.
Hej. Wróciłam. Szybciej dodałam niż tamten co nie? :D Miałam świetną motywację więc jest! Dziękuję za komentarze, przepraszam za błędy i mam nadzieję, że pod tym rozdziałem również napiszecie swoje opinię! :D Do następnego. :* ♥
A i dziękuję stay cool za tak długi komentarz :*
niedziela, 18 sierpnia 2013
2
Weszłam do auli szkolnej i omiotłam spojrzeniem wszystkie osoby siedzące na podłodze. Na małej scenie przy ścianie stał projektor, a przed nim wisiało długie, szerokie białe płótno. W prawym rogu pomieszczeni stała zdenerwowana Cassie, która wykłócała się o coś z niemniej zdenerwowanym Jamesem.
Blondynka spojrzała na mnie po czym uśmiechnęła się z widoczną ulgą. Szturchnęła Jamesa w ramię, a on przeniósł na mnie swój wzrok.
- Czy ty chociaż raz mogłabyś zrobić coś o co się ciebie prosi?- Obok mnie pojawił się wściekły Harry, który uważnie obserwował dwójkę moich... znajomych.
- Czy ty możesz się ode mnie odwalić? Powiedziałam ci, że nie obchodzą mnie twoje żałosne prośby.- Odpowiedziałam i chciałam od niego odejść, ale ręka Harry'ego zacisnęła się na moim nadgarstku. James i Cassie ruszyli w naszą stronę, a Harry pociągnął mnie w stronę wyjścia z auli, które znajdowało się tuż za nami.
- Co ty robisz?- Zapytałam oburzona i starałam się wyrwać rękę z jego mocnego uścisku. Harry jakby nie usłyszał mojego pytania bo ciągnął mnie uparcie po opustoszałym i słabo oświetlonym korytarzu.
- Muszę cię stąd zabrać, muszę cię stąd zabrać...- Powtarzał pod nosem jak mantrę. Wreszcie mocno szarpnęłam ręką dzięki czemu jego palce zsunęły się z mojego nadgarstka.
- Już do końca oszalałeś? Najpierw oskarżasz mnie o to, że gdzieś ukryłam twoją psychiczną przyjaciółeczkę, potem przychodzisz do mnie do domu i prosisz abym została w domu. A teraz wyciągasz mnie z auli i ciągniesz nie wiadomo gdzie.- Zaczerpnęłam powietrza.- Powiedz mi co z tobą jest nie tak?
- Jess, ja ci wszystko wyjaśnię tylko proszę cię chodźmy stąd.
- Nie Harry. Właśnie dlatego wszystko zepsułeś. Nigdy nie miałam do ciebie pretensji, że nie spędzasz ze mną dużo czasu, tolerowałam to, że Lissa była na pierwszym miejscu i jedyne czego od ciebie chciałam to, to abyś powiedział mi prawdę. Tylko tyle, ale ty nawet tego nie mogłeś zrobić.- W jego oczach pojawiły się łzy, które kiedyś by mnie zraniły ale teraz było mi obojętne to czy on cierpi czy nie.
- Jess wiem, że mnie nienawidzisz ale proszę cię zaufaj mi po raz ostatni.- Jego palce splotły się z moimi i poczułam, że to jest to co chcę czuć już na zawsze.
- Och Harry gdybyś tylko wiedział jak ona walczy teraz sama ze sobą.- Odwróciłam się i ujrzałam opartego o szafki mężczyznę, ubranego na czarno.
Harry pociągnął mnie za rękę i zakrył swoim ciałem.
- Co ty tutaj robisz?- Głos Harry'ego stał się głębszy, mroczny i groźny. Mimo bluzy, którą miał na sobie widziałam zarys jego napinających się mięśni.
- Doskonale wiesz. Czuję na tobie zapach tej słodkiej i niewinnej Lissy.- Słowa mężczyzny wywołały na moim ciele gęsią skórkę. No sorry ale mówił jak psychopata.- A po za tym czujesz to samo co ja. Czujesz, że to już nie długo.- Skądś znałam ten głos tylko nie mogłam przypomnieć sobie skąd. Masz schizy.
- Nawet jeśli to i tak jej nie dostaniesz.
- Hola!- Krzyknęłam i zdenerwowana wyszłam za Harry'ego.- Coś przeczuwam, że mówicie o mnie i muszę was uprzedzić, że ja do cholery nie jestem jakimś przedmiotem, który ktoś dostanie albo wygra na aukcji.- Mężczyzna chowający się w cieniu zrobił kilka kroków w naszą stronę i gdy słabe światło lampy wiszącej na suficie oświetliło jego twarz moje serce przyspieszyło.
- Po szybkim biciu twojego serca wnioskuję iż mnie pamiętasz.- Znienawidzona przeze mnie osoba ukłoniła się lekko w moją stronę. Przełknęłam zdenerwowana ślinę.
- Kogoś z takim ryjem trudno zapomnieć.- Harry stojący obok mnie pokręcił głową z malutkim uśmiechem na ustach.
- Nie musisz udawać, że się mnie nie boisz.- Facet znalazł się przede mną nim zdążyłam chociażby mrugnąć. Odskoczyłam przerażona do tyłu.
- Nie zbliżaj się do mnie.- Wysyczałam i zrobiłam następne kilka kroków w tył.
- Och kochanie nie kłam. Twój umysł cały czas odtwarza nasze ostatnie spotkanie. Przede mną niczego nie ukryjesz.- Gdy zrobiłam następne kroki moje plecy napotkały przeszkodę. Ściana.
- Jeszcze raz powiedz do mnie kochanie, a...
- Zmieniłaś się.- Przerwał mi.- Wiesz w pewnym stopniu czuję się urażony. Z racji tego, że byłem pierwszy myślałem, że będę ostatni.- Jego ręka znalazła się w moich włosach.
- To źle myślałeś. A teraz weź te brudne łapska z moich włosów.- Odwaga i pewność siebie wygoniły z mojego ciała strach i przerażenie.
- Dlaczego jesteś dla mnie taka niemiła?- Jego brudna łapa znalazła się na moim policzku. Oczy były puste, jakby wyprane z emocji.
- Zastanówmy się. Zabiłeś moją mamę, zgwałciłeś mnie. Tak wydaję mi się, że to wystarczający powód mojej nienawiści do ciebie.- Chciałam go odepchnąć ale on tylko chwycił moje nadgarstki w swoje ręce i zaczął się śmiać.
- Jakaś ty rozkoszna dziecino.- Westchnął.- Harry, Harry, Harry. Proszę cię uspokój swoje myśli. Jessica gdybyś tylko wiedziała co lata mu po głowie.
- Przestań!- Głos Harry'ego wystrzelił jak z armaty i rozniósł się echem po korytarzu.- Nie mieszaj jej w to. To sprawa między Zakonem, a tobą.
- Droga Jessico nie sądzisz, że będzie lepiej gdy Harry zamilknie?- Nie czekając na moją odpowiedź puścił moją rękę, machnął swoją, a stojący za nami Harry poleciał w bok, odbił się od szafek i upadł na ziemię uderzając głową w marmurową posadzkę. Krzyknęłam przestraszona i chciałam podbiec do leżącego chłopaka ale ktoś mnie powstrzymał.
Załkałam cicho i zamknęłam oczy czując się tak samo słabo jak tego wieczoru dwa lata temu. Czułam się bezradna.
- Czym ty do cholery jesteś?- Wyszeptałam kurczowo zaciskając powieki, z pod których wydostały się pierwsze łzy.
- Otwórz oczy i sama zobacz.- Wzdrygnęłam się czując jego dłoń na moim policzku. Mimo strachu po woli zaczęłam otwierać oczy. Przede mną stał mój...ojciec. Wciągnęłam głęboko powietrze.
- Nie, nie ty nie mogłeś tego zrobić.- Wyszeptałam. Przecież mój własny ojciec nie mógł mnie zgwałcić, nie mógł zabić swojej żony.
- Czujesz się tak samo jak wtedy. Myślisz, że zaraz się obudzisz ale prawda jest taka, że to przerażająca rzeczywistość, która nas otacza.- Chciało mi się płakać. Chciało mi się płakać bo ten sukinsyn miał rację.
- A przez kogo się tak czułam?- Zapytałam i znów zamknęłam oczy. Tym razem poczułam delikatne dłonie na mojej twarzy.
- Tęskniłam za tobą kochanie.
- Przestań!- Wrzasnęłam i odepchnęłam od siebie tą karykaturę. Patrzyłam z podziwem jak mężczyzna zmienia się z mojej mamy w swój oryginalny wygląd.- Daj mi spokój!- Lampa nad moją głową zakołysała się, a szafki zatrzęsły wydając z siebie metaliczne dźwięki.
- Nie wiesz co robisz gówniaro.- Wysyczał i chciał do mnie podejść ale coś mu nie pozwoliło. Odbił się od jakiejś niewidzialnej bariery i poleciał do tyłu, tracąc równowagę przez co wylądował na ziemi.
Wiatr zaczął rozwiewać moje włosy, a złość wypełniła moje żyły. Czułam jak krew przepływa przez moje ciało wraz z czymś czego nie mogłam rozpoznać. Ręce zaczęły mi drętwieć, a głowa zaczęła mnie boleć tak jakby zaraz miała mi eksplodować.
Światła zamigotały, a potem żarówki roztrzaskały się obsypując wszystko drobnym szkłem. Tym razem nie zasłoniłam głowy. Szkło opadło na mnie, zostawiając po sobie gdzieniegdzie pamiątkę. Nie czułam bólu. Czułam raczej jakieś zadowolenie albo radość co było całkiem bez sensu.
- Tak bardzo pragnę twojej śmierci.- Wyszeptałam i zrobiłam kilka kroków w stronę wstającego mężczyzny. Jego oczy rozszerzyły się strachem, a ciało cofnęło się o kilka kroków.
- A więc to na prawdę ty.- Jego głos doszedł do mnie jakby w zwolnionym tempie. Rozumiałam co mówi, ale to jakby nie zostawało w mojej głowie.
Wiatr ustał, a ja poczułam się senna i strasznie zmęczona.
- Jesteś taka słaba i niedoświadczona.- Mój oddech przyspieszył, a serce zaczęło szybciej bić aby przywrócić mi ciśnienie.- Powiedz Harry'emu, że już tan*.- W mojej głowie wybuchły wspomnienia mieszając się ze sobą, sprawiając mi tym samym ból fizyczny jak i psychiczny.
Upadłam na kolana nie mając siły ustać.
- Mama?- Wyszeptałam gdy usłyszałam jej głos krzyczący: Uciekaj, skarbie. Wszystko w okół mnie wydawało się takie nierzeczywiste. Jakby wyciągnięte z jakiegoś słabego filmu. Jakbym ja była wyciągnięta z jakiegoś starego filmu, nie pasująca do całej reszty.
Podchodzę do niego. Łapię go za rękę, uśmiecham się nie patrząc na niego ale wiem, że on patrzy. Czuję jego wzrok na sobie i myślę, że chcę się czuć już tak zawsze. Mama woła nas do środka na ciepłe kakao, dziadek rozmawia o czymś z tatą, a babcia spogląda na mnie i na Harry'ego z szczerym, przepełnionym miłością uśmiechem.
Wszystko jest takie idealne, takie niemożliwe.
Blondynka spojrzała na mnie po czym uśmiechnęła się z widoczną ulgą. Szturchnęła Jamesa w ramię, a on przeniósł na mnie swój wzrok.
- Czy ty chociaż raz mogłabyś zrobić coś o co się ciebie prosi?- Obok mnie pojawił się wściekły Harry, który uważnie obserwował dwójkę moich... znajomych.
- Czy ty możesz się ode mnie odwalić? Powiedziałam ci, że nie obchodzą mnie twoje żałosne prośby.- Odpowiedziałam i chciałam od niego odejść, ale ręka Harry'ego zacisnęła się na moim nadgarstku. James i Cassie ruszyli w naszą stronę, a Harry pociągnął mnie w stronę wyjścia z auli, które znajdowało się tuż za nami.
- Co ty robisz?- Zapytałam oburzona i starałam się wyrwać rękę z jego mocnego uścisku. Harry jakby nie usłyszał mojego pytania bo ciągnął mnie uparcie po opustoszałym i słabo oświetlonym korytarzu.
- Muszę cię stąd zabrać, muszę cię stąd zabrać...- Powtarzał pod nosem jak mantrę. Wreszcie mocno szarpnęłam ręką dzięki czemu jego palce zsunęły się z mojego nadgarstka.
- Już do końca oszalałeś? Najpierw oskarżasz mnie o to, że gdzieś ukryłam twoją psychiczną przyjaciółeczkę, potem przychodzisz do mnie do domu i prosisz abym została w domu. A teraz wyciągasz mnie z auli i ciągniesz nie wiadomo gdzie.- Zaczerpnęłam powietrza.- Powiedz mi co z tobą jest nie tak?
- Jess, ja ci wszystko wyjaśnię tylko proszę cię chodźmy stąd.
- Nie Harry. Właśnie dlatego wszystko zepsułeś. Nigdy nie miałam do ciebie pretensji, że nie spędzasz ze mną dużo czasu, tolerowałam to, że Lissa była na pierwszym miejscu i jedyne czego od ciebie chciałam to, to abyś powiedział mi prawdę. Tylko tyle, ale ty nawet tego nie mogłeś zrobić.- W jego oczach pojawiły się łzy, które kiedyś by mnie zraniły ale teraz było mi obojętne to czy on cierpi czy nie.
- Jess wiem, że mnie nienawidzisz ale proszę cię zaufaj mi po raz ostatni.- Jego palce splotły się z moimi i poczułam, że to jest to co chcę czuć już na zawsze.
- Och Harry gdybyś tylko wiedział jak ona walczy teraz sama ze sobą.- Odwróciłam się i ujrzałam opartego o szafki mężczyznę, ubranego na czarno.
Harry pociągnął mnie za rękę i zakrył swoim ciałem.
- Co ty tutaj robisz?- Głos Harry'ego stał się głębszy, mroczny i groźny. Mimo bluzy, którą miał na sobie widziałam zarys jego napinających się mięśni.
- Doskonale wiesz. Czuję na tobie zapach tej słodkiej i niewinnej Lissy.- Słowa mężczyzny wywołały na moim ciele gęsią skórkę. No sorry ale mówił jak psychopata.- A po za tym czujesz to samo co ja. Czujesz, że to już nie długo.- Skądś znałam ten głos tylko nie mogłam przypomnieć sobie skąd. Masz schizy.
- Nawet jeśli to i tak jej nie dostaniesz.
- Hola!- Krzyknęłam i zdenerwowana wyszłam za Harry'ego.- Coś przeczuwam, że mówicie o mnie i muszę was uprzedzić, że ja do cholery nie jestem jakimś przedmiotem, który ktoś dostanie albo wygra na aukcji.- Mężczyzna chowający się w cieniu zrobił kilka kroków w naszą stronę i gdy słabe światło lampy wiszącej na suficie oświetliło jego twarz moje serce przyspieszyło.
- Po szybkim biciu twojego serca wnioskuję iż mnie pamiętasz.- Znienawidzona przeze mnie osoba ukłoniła się lekko w moją stronę. Przełknęłam zdenerwowana ślinę.
- Kogoś z takim ryjem trudno zapomnieć.- Harry stojący obok mnie pokręcił głową z malutkim uśmiechem na ustach.
- Nie musisz udawać, że się mnie nie boisz.- Facet znalazł się przede mną nim zdążyłam chociażby mrugnąć. Odskoczyłam przerażona do tyłu.
- Nie zbliżaj się do mnie.- Wysyczałam i zrobiłam następne kilka kroków w tył.
- Och kochanie nie kłam. Twój umysł cały czas odtwarza nasze ostatnie spotkanie. Przede mną niczego nie ukryjesz.- Gdy zrobiłam następne kroki moje plecy napotkały przeszkodę. Ściana.
- Jeszcze raz powiedz do mnie kochanie, a...
- Zmieniłaś się.- Przerwał mi.- Wiesz w pewnym stopniu czuję się urażony. Z racji tego, że byłem pierwszy myślałem, że będę ostatni.- Jego ręka znalazła się w moich włosach.
- To źle myślałeś. A teraz weź te brudne łapska z moich włosów.- Odwaga i pewność siebie wygoniły z mojego ciała strach i przerażenie.
- Dlaczego jesteś dla mnie taka niemiła?- Jego brudna łapa znalazła się na moim policzku. Oczy były puste, jakby wyprane z emocji.
- Zastanówmy się. Zabiłeś moją mamę, zgwałciłeś mnie. Tak wydaję mi się, że to wystarczający powód mojej nienawiści do ciebie.- Chciałam go odepchnąć ale on tylko chwycił moje nadgarstki w swoje ręce i zaczął się śmiać.
- Jakaś ty rozkoszna dziecino.- Westchnął.- Harry, Harry, Harry. Proszę cię uspokój swoje myśli. Jessica gdybyś tylko wiedziała co lata mu po głowie.
- Przestań!- Głos Harry'ego wystrzelił jak z armaty i rozniósł się echem po korytarzu.- Nie mieszaj jej w to. To sprawa między Zakonem, a tobą.
- Droga Jessico nie sądzisz, że będzie lepiej gdy Harry zamilknie?- Nie czekając na moją odpowiedź puścił moją rękę, machnął swoją, a stojący za nami Harry poleciał w bok, odbił się od szafek i upadł na ziemię uderzając głową w marmurową posadzkę. Krzyknęłam przestraszona i chciałam podbiec do leżącego chłopaka ale ktoś mnie powstrzymał.
Załkałam cicho i zamknęłam oczy czując się tak samo słabo jak tego wieczoru dwa lata temu. Czułam się bezradna.
- Czym ty do cholery jesteś?- Wyszeptałam kurczowo zaciskając powieki, z pod których wydostały się pierwsze łzy.
- Otwórz oczy i sama zobacz.- Wzdrygnęłam się czując jego dłoń na moim policzku. Mimo strachu po woli zaczęłam otwierać oczy. Przede mną stał mój...ojciec. Wciągnęłam głęboko powietrze.
- Nie, nie ty nie mogłeś tego zrobić.- Wyszeptałam. Przecież mój własny ojciec nie mógł mnie zgwałcić, nie mógł zabić swojej żony.
- Czujesz się tak samo jak wtedy. Myślisz, że zaraz się obudzisz ale prawda jest taka, że to przerażająca rzeczywistość, która nas otacza.- Chciało mi się płakać. Chciało mi się płakać bo ten sukinsyn miał rację.
- A przez kogo się tak czułam?- Zapytałam i znów zamknęłam oczy. Tym razem poczułam delikatne dłonie na mojej twarzy.
- Tęskniłam za tobą kochanie.
- Przestań!- Wrzasnęłam i odepchnęłam od siebie tą karykaturę. Patrzyłam z podziwem jak mężczyzna zmienia się z mojej mamy w swój oryginalny wygląd.- Daj mi spokój!- Lampa nad moją głową zakołysała się, a szafki zatrzęsły wydając z siebie metaliczne dźwięki.
- Nie wiesz co robisz gówniaro.- Wysyczał i chciał do mnie podejść ale coś mu nie pozwoliło. Odbił się od jakiejś niewidzialnej bariery i poleciał do tyłu, tracąc równowagę przez co wylądował na ziemi.
Wiatr zaczął rozwiewać moje włosy, a złość wypełniła moje żyły. Czułam jak krew przepływa przez moje ciało wraz z czymś czego nie mogłam rozpoznać. Ręce zaczęły mi drętwieć, a głowa zaczęła mnie boleć tak jakby zaraz miała mi eksplodować.
Światła zamigotały, a potem żarówki roztrzaskały się obsypując wszystko drobnym szkłem. Tym razem nie zasłoniłam głowy. Szkło opadło na mnie, zostawiając po sobie gdzieniegdzie pamiątkę. Nie czułam bólu. Czułam raczej jakieś zadowolenie albo radość co było całkiem bez sensu.
- Tak bardzo pragnę twojej śmierci.- Wyszeptałam i zrobiłam kilka kroków w stronę wstającego mężczyzny. Jego oczy rozszerzyły się strachem, a ciało cofnęło się o kilka kroków.
- A więc to na prawdę ty.- Jego głos doszedł do mnie jakby w zwolnionym tempie. Rozumiałam co mówi, ale to jakby nie zostawało w mojej głowie.
Wiatr ustał, a ja poczułam się senna i strasznie zmęczona.
- Jesteś taka słaba i niedoświadczona.- Mój oddech przyspieszył, a serce zaczęło szybciej bić aby przywrócić mi ciśnienie.- Powiedz Harry'emu, że już tan*.- W mojej głowie wybuchły wspomnienia mieszając się ze sobą, sprawiając mi tym samym ból fizyczny jak i psychiczny.
Upadłam na kolana nie mając siły ustać.
- Mama?- Wyszeptałam gdy usłyszałam jej głos krzyczący: Uciekaj, skarbie. Wszystko w okół mnie wydawało się takie nierzeczywiste. Jakby wyciągnięte z jakiegoś słabego filmu. Jakbym ja była wyciągnięta z jakiegoś starego filmu, nie pasująca do całej reszty.
Harry.
Wpatrywałem się w bladą twarz dziewczyny głaszcząc jej policzek. Była taka spokojna, wyglądała niemal jak laleczka z porcelany.
Ignorowałem, a raczej starałem się ignorować narastający ból głowy bo wiedziałem, że nie ja jestem w tej chwili najważniejszy. Ona była ważniejsza.
- Harry.- Podniosłem głowę i ujrzałem idącego w moim kierunku Sama. Chciałem wstać ale mężczyzna powstrzymał mnie ruchem ręki.- Siedź przy tobie jest spokojna.- Samuel przysunął sobie krzesło do łóżka, na którym siedziałem i spojrzał na Jess.
- Nie powinna już się obudzić?- Zapytałem zdenerwowany, gdyż brunetka powinna już dawno się obudzić i wszcząć awanturę z byle jakiego powodu.
- Właśnie dlatego przyszedłem. Chciałbym abyś zostawił mnie z nią sam na sam. Nie wiemy co Arthur jej przekazał i nie wiemy jak zareaguję po przebudzeniu.- Powiedział spokojnie.
- Sam, doceniam twoje starania subtelnego spławienia mnie ale nie zostawię jej. Muszę tu być gdy ona... Gdy się obudzi.- Odparłem zdeterminowany i odgarnąłem jej z czoła kręcone kosmyki włosów.
- Jest taka podobna do matki. Z zewnątrz jak i z wewnątrz.- Wiedziałem jakie uczucia Samuel żywił do matki Jessiki i wiedziałem również, że nie jest mu łatwo tutaj siedzieć i patrzeć na córkę Elizabeth.
- Uważaj co mówisz bo możesz się zdziwić gdy już się ocknie i wszystkim nam da popalić.- Uśmiechnąłem się lekko wypowiadając się. Już widziałem oczami wyobraźni wrzeszczącą Jess, poprawiającą co chwilę włosy, które opadały jej na twarz.
- Nie zapominaj, że mogę dojrzeć prawdziwe piękno człowieka.- Sam zaśmiał się cicho ale szybko spoważniał gdy Jessica jęknęła cicho, a jej powieki lekko się zatrzęsły.
Wpatrywałem się w nią z rosnącym zdenerwowaniem.
Jej powieki uniosły się do góry, a ręka powędrowała do oczu osłaniające je przed rażącym światłem.
W jednym momencie lampa, która stała obok nas na etażerce znalazła się w dłoniach Jess, a potem koniec lampy w moim brzuchu. Zdusiłem w sobie krzyk, a Jess odskoczyła ode mnie przerażona i zlustrowała wzrokiem całe pomieszczenie jak i Samuela starającego się do niej coś powiedzieć. Bała się. Wiedziałem przez co przechodzi i serio nie miałem jej za złe, że mnie dźgnęła tylko... gdyby to bolało trochę mniej byłoby wspaniale.
- Jess proszę cię...- Jęknąłem gdy starałem się wyciągnąć tą zasraną nóżkę od lampy ale za każdym chociażby najmniejszym dotknięciem drewna czułem przeszywający mnie ból.- Sam wyciągnij to ze mnie.- Szepnąłem gdy mężczyzna był skoncentrowany na przerażonej Jess.
- Przepraszam, ale to zaboli.- Powiedział i bez ostrzeżenia wyciągnął ze mnie to cholerstwo. Krzyknąłem i spróbowałem wstać. Nie obchodził mnie mój ból. Obchodził mnie ból Jessiki.
- Jess proszę cię uspokój się, dobrze?- Jedną ręką uciskałem ranę, drugą podniosłem do góry w celu pokazania jej, że nie trzymam nic co mogłoby zrobić jej krzywdę.
- Nie skrzywdzisz mnie znowu, rozumiesz? Prędzej cię zabiję nim znów mnie skrzywdzisz.- Słyszałem nie raz wściekły głos Jess, ale to z jaką nienawiścią się do mnie kierowała w tej chwili bolało bardziej niż fakt, że mnie zostawiła.
- Rozumiem. Ale najpierw proszę podaj mi rękę, dobrze? Nic ci nie zrobię.- Wyciągnąłem w jej stronę rękę, a ona spojrzała na mnie nie ufnie. Czułem się co raz gorzej i szczerze? Miałem ochotę położyć się chociażby na podłodze i po prostu się wyspać.
- Harry.- Podniosłem głowę i ujrzałem idącego w moim kierunku Sama. Chciałem wstać ale mężczyzna powstrzymał mnie ruchem ręki.- Siedź przy tobie jest spokojna.- Samuel przysunął sobie krzesło do łóżka, na którym siedziałem i spojrzał na Jess.
- Nie powinna już się obudzić?- Zapytałem zdenerwowany, gdyż brunetka powinna już dawno się obudzić i wszcząć awanturę z byle jakiego powodu.
- Właśnie dlatego przyszedłem. Chciałbym abyś zostawił mnie z nią sam na sam. Nie wiemy co Arthur jej przekazał i nie wiemy jak zareaguję po przebudzeniu.- Powiedział spokojnie.
- Sam, doceniam twoje starania subtelnego spławienia mnie ale nie zostawię jej. Muszę tu być gdy ona... Gdy się obudzi.- Odparłem zdeterminowany i odgarnąłem jej z czoła kręcone kosmyki włosów.
- Jest taka podobna do matki. Z zewnątrz jak i z wewnątrz.- Wiedziałem jakie uczucia Samuel żywił do matki Jessiki i wiedziałem również, że nie jest mu łatwo tutaj siedzieć i patrzeć na córkę Elizabeth.
- Uważaj co mówisz bo możesz się zdziwić gdy już się ocknie i wszystkim nam da popalić.- Uśmiechnąłem się lekko wypowiadając się. Już widziałem oczami wyobraźni wrzeszczącą Jess, poprawiającą co chwilę włosy, które opadały jej na twarz.
- Nie zapominaj, że mogę dojrzeć prawdziwe piękno człowieka.- Sam zaśmiał się cicho ale szybko spoważniał gdy Jessica jęknęła cicho, a jej powieki lekko się zatrzęsły.
Wpatrywałem się w nią z rosnącym zdenerwowaniem.
Jej powieki uniosły się do góry, a ręka powędrowała do oczu osłaniające je przed rażącym światłem.
W jednym momencie lampa, która stała obok nas na etażerce znalazła się w dłoniach Jess, a potem koniec lampy w moim brzuchu. Zdusiłem w sobie krzyk, a Jess odskoczyła ode mnie przerażona i zlustrowała wzrokiem całe pomieszczenie jak i Samuela starającego się do niej coś powiedzieć. Bała się. Wiedziałem przez co przechodzi i serio nie miałem jej za złe, że mnie dźgnęła tylko... gdyby to bolało trochę mniej byłoby wspaniale.
- Jess proszę cię...- Jęknąłem gdy starałem się wyciągnąć tą zasraną nóżkę od lampy ale za każdym chociażby najmniejszym dotknięciem drewna czułem przeszywający mnie ból.- Sam wyciągnij to ze mnie.- Szepnąłem gdy mężczyzna był skoncentrowany na przerażonej Jess.
- Przepraszam, ale to zaboli.- Powiedział i bez ostrzeżenia wyciągnął ze mnie to cholerstwo. Krzyknąłem i spróbowałem wstać. Nie obchodził mnie mój ból. Obchodził mnie ból Jessiki.
- Jess proszę cię uspokój się, dobrze?- Jedną ręką uciskałem ranę, drugą podniosłem do góry w celu pokazania jej, że nie trzymam nic co mogłoby zrobić jej krzywdę.
- Nie skrzywdzisz mnie znowu, rozumiesz? Prędzej cię zabiję nim znów mnie skrzywdzisz.- Słyszałem nie raz wściekły głos Jess, ale to z jaką nienawiścią się do mnie kierowała w tej chwili bolało bardziej niż fakt, że mnie zostawiła.
- Rozumiem. Ale najpierw proszę podaj mi rękę, dobrze? Nic ci nie zrobię.- Wyciągnąłem w jej stronę rękę, a ona spojrzała na mnie nie ufnie. Czułem się co raz gorzej i szczerze? Miałem ochotę położyć się chociażby na podłodze i po prostu się wyspać.
Jessica.
Nie wiedziałam, gdzie jestem. Nie wiedziałam co się stało. Nie wiedziałam kim jestem. W głowie miała tylko i wyłącznie masę wspomnień, które 'kuły' mnie niczym szpilki. Wszystkie najgorsze rzeczy, jakie zrobiłam czy jakie ktoś zrobił mi rysowały się w mojej głowie niczym wyświetlany film. Nie było w moich wspomnieniach niczego dobrego, czego mogłabym się chwycić i utrzymać na powierzchni.
Wszystko mnie przerażało, pożerało w swojej prostocie i doskonałości. Nie widziałam właściwie niczego innego w pomieszczeniu oprócz chłopaka, z blond włosami gdzie grzywka opadała mu na czoło, a niedługo pewnie będzie opadać na oczy tak jak kiedyś. Harry lśnił jakimś nieopisywalnym blaskiem, który przyciągał mnie niczym lampa przyciąga ćmy. Widziałam jego trzęsącą się rękę, wyciągniętą w moim kierunku i właściwie impulsem było chwycenie jej delikatnie jakbym badała to czego dotykam. Trzymałam go za rękę wiele razy, ale teraz było inaczej. Wydawało mi się, że coś dobrego i świetlistego próbuję przebić się przez czarną ścianę wspomnień. Coś czego miała się chwycić.
- Nie bój się.- Jego cichy szept jakby rozprzestrzenił się w mojej głowie. We wszystkich tych złych wspomnieniach teraz pojawiał się Harry, który szeptał mi do ucha: Nie bój się. I co dziwne nie bałam się. Wiedziałam, że z nim, stojącym obok mnie wszystko będzie dobrze.
Zrobiłam jeden odważny krok w jego stronę, a potem jakbym była ciągnięta w jego stronę. Przyległam do jego ciała i poczułam się bezpieczna. Poczułam, że wszystko odpływa, znika równie szybko jak się pojawiło.
- Nie boję się.- Wyszeptałam i zamknęłam oczy. Nie widziałam niczego. Nie widziałam martwej twarzy mamy, nie widziałam odchodzącego Harry'ego, nie widziałam zapłakanego taty.
- Pomyśl o czymś przyjemny. Zastąp te złe rzeczy tymi dobrymi.- Pokiwałam głową rozumiejąc o co mu chodzi ale nie mogłam tego zrobić. Nic nie pamiętałam.- Postaraj się Jess. Wiem, że potrafisz.- Głowa zaczęła mnie boleć ale nie pozwoliłam nagłym falą bólu przejąć nade mną kontrolę. Musiałam coś zrobić, coś o co prosił mnie Harry.
On we mnie wierzy, więc to na pewno jest coś co mogę zrobić. Harry we mnie wierzy, więc muszę to zrobić. Odetchnęłam głęboko, a wspomnienia wróciły. Tak o, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ja, Harry, tata, mama. Wszyscy razem, szczęśliwi. Wszystkie wspólne chwile spędzone podczas zimy u moich dziadków.
Chłodny wiatr okalający moją twarz, zapach perfum Harry'ego przesiąknięty w mój płaszcz.
Podchodzę do niego. Łapię go za rękę, uśmiecham się nie patrząc na niego ale wiem, że on patrzy. Czuję jego wzrok na sobie i myślę, że chcę się czuć już tak zawsze. Mama woła nas do środka na ciepłe kakao, dziadek rozmawia o czymś z tatą, a babcia spogląda na mnie i na Harry'ego z szczerym, przepełnionym miłością uśmiechem. Wszystko jest takie idealne, takie niemożliwe.
- Już dobrze.- Głos blondyna przedziera się przez mur i chwilę zajmuję mi uświadomienie sobie, że przecież nas już nie ma, że wszystko to co było już nigdy nie wróci.
Odsunęłam się od niego, a on po prostu usiadł na podłodze trzymając się za brzuch. Czułam, że moja koszulka jest od czegoś mokra, a gdy spojrzałam na plamę krzyknęłam zarazem ze zdziwienia jak i przerażenia. Na mojej beżowej koszulce widniała czerwona plama krwi pozostawiona przez...
- Już dobrze.- Powiedział Harry siląc się na pewny ton głosu.- Już wszystko będzie z tobą dobrze.- Dodał i oparł się o stolik.
- Nie martwię się teraz o mnie.- Odparłam i usiadłam obok niego nie wiedząc właściwie co mam ze sobą zrobić.
- Zaraz się zagoi. Jeszcze chwila. Jess powiedz mi czy...
- Harry!- Do pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy wpadł jakiś brunet ledwo łapiąc oddech. Wyglądał na przerażonego.
- Jack? Co ty tutaj... Kto jest z Lissą? Proszę cię powiedz mi, że nie zostawiłeś jej samej.
- Nie ma jej Harry. Poprosiła mnie abym poszedł do kuchni i zrobił jej coś do jedzenia. Gdy wróciłem... Jej nie było. Wszędzie szukałem. Nie mam pojęcia gdzie ona jest.- Brunet zwiesił smutny głowę. Widać było, że mu przykro i obwinia się o całą sytuację.
- Jak to jej nie było? Czy ty wiesz co ona może sobie zrobić? Ona nie jest taka sama jak Jess.- Nie rozumiałam dlaczego blondyn podał moje imię. Właściwie, nie rozumiałam niczego.
- Wiem, Harry, wiem ale na prawdę zrobiłem wszystko co mogłem.
- Znalazłem twoją zgubę Glass.- Tym razem wszedł jakiś starszy facet z siwymi włosami, związanymi w kucyk. Wyglądał co najmniej... dziwnie. Za nim szła, dziewczyna, z której drwiłam. Dziewczyna, która nawiedziła mnie w wspomnieniach.
- Lissa, kochanie wszystko dobrze?- Harry starał się wstać i mimo tego, że go bolało co było widać stanął na nogi i podszedł po woli do dziewczyny.
- Już za późno, Harry.- Wyszeptała i upadła na kolana. Jej bluza była przesiąknięta krwią. Twarz była blada, a ciało wydawało się takie kruche.- On już ma wszystko. Wiesz... widziałam to. Widziałam jej wspomnienia. Pokazał mi. Ona jest gotowa. Już czas.- Jej ciało przechyliło się i upadło na zimną ziemię. Oczy Lissy, spojrzały na mnie, a ja poczułam nieprzyjemny dreszcz. Były takie martwe, chociaż jeszcze żyły. Mrugnęła ostatni raz, a potem po prostu rozniósł się okropny krzyk. Krzyk Harry'ego.
-----------------------------------------------------------
Hej długo mnie nie było ale tak już niestety jest. Coś mi komputer szwankował potem blogger i tak jakoś zeszło. Proszę o komentarze, w których wyrazicie swoje rozczarowanie :D Oczywiście anonimowych czytelników też to obowiązuję. :P Obiecuję, że następny będzie szybciej i będzie ciekawszy. :*
Pa! ♥
-----------------------------------------------------------
Hej długo mnie nie było ale tak już niestety jest. Coś mi komputer szwankował potem blogger i tak jakoś zeszło. Proszę o komentarze, w których wyrazicie swoje rozczarowanie :D Oczywiście anonimowych czytelników też to obowiązuję. :P Obiecuję, że następny będzie szybciej i będzie ciekawszy. :*
Pa! ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)